Archive for the Po prostu życie Category

You know what you should do.

Posted in Inni panowie, Po prostu życie, Smutki codzienności on Październik 27, 2011 by emerencjanna

Dwie rzeczy.
Pierwsza – Archie będzie tatą. Druga, chyba bardziej smutna – nawet nie jest mi jakoś szczególnie smutno.

Skłamałabym mówiąc, że nie liczyłam się z tym. Skłamałabym mówiąc, że kiedykolwiek byłam naprawdę, tak na sto procent przekonana, że cokolwiek z tego wszystkiego będzie. Ale łudziłam się. Naiwnie się łudziłam, że może jednak, coś, że uda się chociaż na chwilę. Głupia. Jakbym nie wiedziała, że na odległość nie da się zawiązać czegokolwiek, nawet całkiem niepoważnego. Ech, Emi, Emi, sprawa z Mareczkiem naprawdę niczego cię nie nauczyła.

Swoją drogą – owa Ania widziana z bliska wygląda jeszcze szpetniej niż na zdjęciach. Kobyła z ptasim ryjem. A jak już urodzi, to pewnie będzie kobyłą z ptasim ryjem, obwisłym biustem i grubą dupą. Tak, znowu pocieszam się takimi myślami. Jak i świadomością, że Archie do wzorów wierności w związku nie należy, a jego życiowe pasje to muzyka, piwo i dziewczyny, zwłaszcza cudze (ha ha ha, jednak to dobrze, gdy faceci, którymi się interesujesz, ich znajomi i twoi znajomi należą do jednego kręgu, bo można się dużo ciekawych rzeczy dowiedzieć).

Nie ma co, ten mój nowy rozdział życia naprawdę fajnie się zaczął. To mnie tylko utwierdza w przekonaniu, że powinnam poświęcić go układaniu swojej przyszłości wyłącznie w aspekcie zawodowym. Żadnych facetów. Żadnych zauroczeń. Tylko papier, literki, klawiatury i wyniki. Wszystkie westchnienia, achy, ochy i inne oddam ekranowym ideałom. Jak nastolatka. Któż mi może zabronić? Tutaj przynajmniej ta jednostronność jest oczywista i stuprocentowo przewidziana.

It’s not my…

Posted in Po prostu życie, Smutki codzienności on Maj 9, 2011 by emerencjanna

Pogubiłam się. Nie po raz pierwszy i nie ostatni – można by rzec. Tylko dlaczego zawsze wtedy, kiedy udaje mi się wreszcie odkryć i obrać właściwą drogę, jakaś niespodziewana siła brutalnie mnie z niej zrzuca?

Chodzę sobie między ludźmi jak dawniej, ale jestem jak wielkanocna wydmuszka. Zupełnie pusta w środku, chociaż z kolorową skorupką. Chyba wszystko, co miało dla mnie jakąś wartość, wysypało się i zgubiło po drodze. I już nie wróci, a na pewno nie takie, jakie było. Jakby na przekór właśnie teraz pragnę wszystko poukładać, żeby chociaż wyglądało na takie, jak dotychczas. A może na takie, jakie mi się marzyło od zawsze? Nie wiem, nie wiem, nie wiem. To taka chaotyczna szamotanina, którą próbuję ukryć. Raczej skutecznie, bo tylko ci, którym coś tam przebąknęłam, cokolwiek zauważyli. No i dobrze. Im mniej ludzi wie o tym, tym lepiej. Także dla mnie.

Zaś na koniec tak z zupełnie innej beczki – za dwa dni miną trzy lata, jak prowadzę sobie ten mój zakątek łez i schowek na „czarny osad z duszy”. Czy coś się zmieniło przez ten czas? Na pewno. Samo posiadanie takiego „wentylu bezpieczeństwa” sprawiło, że lepiej zaczęłam ogarniać mój prywatny bałagan, a i od czasu do czasu wpadała jakaś dobra rada, którą potem wykorzystywałam lub nie. A jak to jest z tym naprawdę, to wiecie chyba tylko wy, moi nieliczni czytelnicy. Których swoją drogą w tym miejscu pragnę pozdrowić i wyrazić uznanie, że są jeszcze w stanie to wszystko czasami czytać.

Maybe…

Posted in Inni panowie, Po prostu życie on Kwiecień 11, 2011 by emerencjanna

Czas leczy rany, mówią. A kto wie, może tych ran tak naprawdę nigdy nie było?

Po raz pierwszy od dawna mieliśmy z Panem Kolegą okazję na dłuższą rozmowę. Od czasu grudniowego incydentu zdążyliśmy się już parę razy spotkać, ale to tak przelotem, przypadkiem, bez chwili na gadanie. Na temat owego zajścia nie zeszło, zgodnie z taktyką, żeby nie przypominać i nie wypominać (chociaż jeżeli on zacznie, to będzie szczera, ciężka rozmówka). Ale mimo to doszłam do paru istotnych wniosków. Przede wszystkim do takiego, że wbrew moim obawom w żaden sposób nie zaważyło to na naszych relacjach. Ba, nawet mam wrażenie, że doszło do przełamania pewnych jednak obecnych wcześniej lodów i teraz może być już tylko dobrze. Nie wiem, jak to inaczej wytłumaczyć. Tak po prostu czuję, jakby ta relacja między nami się wzmocniła, bez skręcania w kierunku erotycznym. A poza tym… Kurczę. Aż głupio się do tego przyznać, nawet nie tyle anonimowo na blogu, co przed samą sobą. Coraz częściej przyłapuję się na tym, że żałuję, iż nie spotkaliśmy się te parę lat wcześniej i że nie jesteśmy wiekowo parę lat bliżej siebie. Moglibyśmy być naprawdę fajną parą. Dostrzegam u niego wiele rzeczy, których oczekiwałabym od Księcia i których od niego nadal nie otrzymuję. Podejście do życia mamy zbliżone. Trzymamy się ziemi, ale często bliżej nam do nieba. Podobam mu się jako kobieta. Akceptuje mnie taką, jaką jestem, bo wychodzi z założenia, że ludzie są piękni takimi, jakimi zostali stworzeni. A nie tak, jak u Księciunia, że się gimnastykuję, próbując mu dogodzić, a on nic. Zero reakcji. Kłoda. I najważniejsze – jestem coraz bardziej pewna, że gdybym pewnego dnia przyszła do niego i wyznała, że zabiłam człowieka, on by się spytał, gdzie go ma zakopać.

Jezu. Żeby się tylko nie okazało, że Pan Kolega – mąż i ojciec – to facet mojego życia. Ta pierdolona druga połówka pomarańczy, której tak szukam i znaleźć nie mogę. Ale to by było. Nie dość, że od dawna był obok, to jeszcze od dawna należał do kogoś innego. Nie-boska pomyłka. Ale nie, mam nadzieję, że jednak nie. Że to tylko przyjaciel. I aż przyjaciel.

Angst

Posted in Po prostu życie, Smutki codzienności on Grudzień 2, 2010 by emerencjanna

To przerażające, jak paskudne tajemnice mogą mieć ludzie, których niby się zna. Którzy przez lata wydawali się być w szerokim rozumieniu tego słowa normalni. A tu się okazuje, że nie do końca. Że za porządną fasadą kryją się rzeczy lepkie, niepokojące… dziwne. Obawiam się ich nawet. Pewnie dlatego, że są mi obce. Ja – odpukać – miałam to szczęście, że życie ułożyło mi się bez żadnych drastycznych patologii. I jakoś podświadomie takowe u bliskich mi mniej lub bardziej osób budzą we mnie lęk. Oczywiście, nie determinuje mi to spojrzenia na nich, bo pamiętam, ile dobrego potrafili dla mnie zrobić – tyle, że nie tylko nie wypada, co nie wolno tego przekreślać tylko przez jakieś dziwne skazki w życiorysie. Ale… cholera. Budzi to mój niepokój i nic na to nie poradzę.

Wychodzi na to, że czasami chciałoby się mieć wytrych, żeby niektórych ludzi otworzyć, ale potem strach się bać, co można tam u nich w środku znaleźć. Aż zastanawiam się, dlaczego ci, którzy są wokół mnie, pod tym względem nie mogą być tak „czyści” jak ja. Ot, tak.

But what?…

Posted in Po prostu życie, Smutki codzienności on Listopad 28, 2010 by emerencjanna

Ostatnio się nie odzywałam, wiem. W sumie nie było o czym pisać. Nuda i stagnacja. Okropność.

Gdy człowiek się nudzi, zaczyna rozmyślać. A gdy zaczyna rozmyślać, przychodzą mu do głowy dziwne myśli. Czasem prawdziwe.

Martwię się. Wszystko jakby zamarzło, stężało. Ani pójść do przodu ani się cofnąć. I to nie tylko w tej jednej, konkretnej kwestii. Ogólnie. Nie wiem, co robić. Nie mam siły ni ochoty na niemal nic. Czuję się wyprana ze wszystkich uczuć jak stara ścierka. Same doraźne środki w ruchu. Jedzenie, alkohol, jakieś imprezy, nowe ciuchy. I praca. Dużo pracy. Wtedy nie ma się czasu na pierdoły. Tylko ileż tak można? Nie chcę zostać kolejną z tych, które ratują się, zastępując życie tak zwaną karierą…

Deusie ex machina, spadnij, ratuj mnie!

No proszę.

Posted in Książę, Po prostu życie, Smutki codzienności on Wrzesień 28, 2010 by emerencjanna
Słuchajcie, sądziłam, że będę miała dobre wieści, ale niestety nie mam. Znowu zaliczyłam tą samą imprezę, co Książę. Tym razem prawdopodobnie tylko po to, żeby się dowiedzieć, co porabiał na wakacjach i że chyba ma nową cizię. Oczywiście tego ostatniego mi nie powiedział. Sama zauważyłam.

Naturalnie na tyle mnie to przygnębiło, że wszystkie przyjaciółki wtajemniczone w sprawę już o tym wiedzą. Reakcje były różne.

Zula: „Wiesz co?… Nie obraź się, ale lepiej go sobie odpuść. Jeżeli faktycznie jest taki babiarz, to nawet, jeżeli kiedyś zostaniecie parą, to będzie cię tylko ranił.”

Mimi: „W sumie Zula ma rację…”

Buła: „… Ma wpierdol.”

Wstyd przyznać, ale ostatnia propozycja brzmi bardzo kusząco.

Nie wiem jeszcze, co zrobię. Bo coś zrobię na pewno. Być może coś z szufladki „wredność i uszczypliwość”, ale na pewno coś to będzie. Po długiej i mocno oczyszczającej rozmowie z Zulką na ten temat czuję się zdecydowanie silniejsza. A może faktycznie jestem silniejsza? Doświadczenie wzmacnia. Dobre, przyjacielskie „plecy” także.

Pożyjemy, zobaczymy.

Telegram #12

Posted in Po prostu życie, Smutki codzienności on Wrzesień 24, 2010 by emerencjanna

Jakby tu kulturalnie powiedzieć, że nie, ja chyba wcale się nie cieszę?