Archive for the Książę Category

I can’t stand losing you

Posted in Książę on Marzec 29, 2014 by emerencjanna

Bardzo dobrze wiem, że to nie jest normalne, ale nikt nie obiecywał, że tak będzie.

Mimo usilnych prób pozbycia się Księcia z mojego życia on ciągle, na różne sposoby, do niego wraca. Za każdym razem, kiedy już wydaje mi się, że udało mi się poukładać świat bez niego, on wpada i wszystko rozwala.

Książę, chociaż coraz bardziej Król. Król życia. Osiąga wszystko to, co sobie zamierza, jest popularny wśród znajomych i spija sobie całą śmietankę. Gdy postawi się na drugiej szali mnie – czyli kogoś, komu z planów nie wyszło prawie nic i kto czuje się nikim – to mamy układ rodem z kiepskiej książki o porzuconej, chociaż ja wcale porzuconą nie jestem. Nie oficjalnie.

Dlatego w ciszy obserwuję jego poczynania i czasem tylko powylewam na niego żale i jad w towarzystwie Mimi. Tylko to mi zostało. Chyba. Ona nie ma o to pretensji i to jest najważniejsze. W końcu sama dobrze wie, jak to jest. Ale ciągle tak jakoś czuję, że życzenie źle komuś z pobudek uczuciowych nie jest zbyt dobre. Resztki poczucia przyzwoitości, którego jemu brakuje? Być może.

… No, nothing.

Posted in Inni panowie, Książę, Smutki codzienności on Październik 4, 2013 by emerencjanna

Jeśli kogokolwiek to jeszcze interesuje, to tak, żyję. Tylko, że chciałoby się zapytać – co to za życie? Na pewno nie lepsze od mojego dawnego i jeszcze bardziej na pewno zupełnie inne.

Wydostałam się z tego dołu, w którym tkwiłam do niedawna i przestałam się przejmować tym, czego chcieliby ode mnie inni. Niestety przy okazji pozbyłam się złudzeń. Mam wrażenie, że zrobiłam się bardziej… zgorzkniała? Nie, to złe słowo. Lepiej brzmiałoby – rozczarowana. Rozczarowana ludźmi, otaczającą mnie rzeczywistością i tymi wszystkimi ideami, które życie tak brutalnie zweryfikowało jako nic nie warte mrzonki. Co nie zmienia faktu, że nadal często rozmyślam o tych wszystkich rzeczach, które chciałabym zrobić i podobnie często do nich dążę. Może nawet bardziej, niż kiedyś?

Emocjonalnie… emocjonalnie to jest Syberia. Nie, jeśli chodzi o przyjaźnie, bo mimo napiętych grafików i odległości nadal staram się trzymać z Zulką, Bułą i Mimi, ale w kwestii uczuciowej zdecydowanie. Wiem, że to głupie i niedorzeczne, wiem, że marnuję sobie życie i nerwy bez sensu, ale nadal nie mogę wrócić do równowagi po okresie spędzonym przy Księciu. Trzy lata minęły, a ja nadal czuję jakiś dziwny żal w środku. Zwłaszcza po tym, gdy nie tak dawno spotkałam go. Myślałam, że już mi przeszło i w ogóle mnie to nie ruszy. Myliłam się, o jak ja się myliłam.

Z innych nowinek – w międzyczasie Książę zdążył wziąć ślub z Koleżanką. Ania urodziła Archie’mu drugie dziecko, Czarnulkowi i Kociookiemu ich kochane żoneczki chyba też powiły kolejnych potomków, kółeczko wzajemnej adoracji nadal włazi sobie w tyłki, Patunia zniechęca do siebie kolejne osoby, z Aldous wyszła zaślepiona femnazi, Szpila ponoć znalazł nową dziewczynę, Buła osiąga to, o czym ja mogę tylko pomarzyć… Aha, poza tym spotkałam Sindbada, ale nic z tego nie wyniknęło. Akurat to ostatnie to żadna niespodzianka.

Yes, I can!

Posted in Inni panowie, Książę, Promyczki pozytywu on Wrzesień 5, 2011 by emerencjanna

Sytuacje kryzysowe mają jedną ważną zaletę. Wyciągają z ukrycia całe stada życzliwych osób, które ze wszechmiar starają się utwierdzić cię w przekonaniu, że to nie ty jesteś przegranym, tylko ten kretyn, który cię nie chciał. To pomaga. Nawet bardzo. Chociaż może po prostu ja już jakoś pogodziłam się z tym, zanim się wszystko potwierdziło?

Wszystko jakoś zmierza ku pozamykaniu starych spraw. Spotkałam Pana Kolegę i wyjaśniła się sprawa niesławnego zajścia sprzed pół roku. Nieszczęśliwy zbieg okoliczności – trochę za dużo alkoholu, pomysł na głupi żart i jakaś durna myśl, że nie jestem platonicznie bezinteresowna w kwestii tej znajomości. I wyszedł taki koszmarek. Aż się cieszę, że jednak dałam się pociągnąć za język, bo początkowo chciałam trzymać się rady od Mimi, żeby nie przypominać i nie wypominać. Jak nam obojgu ulżyło, o jasna cholera.
Dostałam też trochę pociechy i dobrych rad na to nowe życie, które niedługo zaczynam. Że taka zmiana wszystkiego w pewnym momencie jest konieczna. Że człowiek wcale szybko zaczyna to rozumieć. Żeby niczego nie oczekiwać i niczego nie planować, bo wtedy mniej jest rozczarowań. Że na pewno sobie poradzę.

Gdy spotyka się takiego kogoś jak Pan Kolega, to nagle ci wszyscy palanci, którym tylko w głowach brzuchacenie swoich żon i dziewczyn (tak się, ha ha, śmiesznie złożyło, że inny z moich dawnych „lowelasów” spłodził sobie kolejne dziecko), bledną jak coś zupełnie nieistotnego. No cóż. On jest prawdziwym facetem, a oni? Złamani frajerzy.

C’est la fin, mon cher.

Posted in Książę on Sierpień 23, 2011 by emerencjanna

Tym razem intuicja mnie nie zawiodła.

Książę został ojcem. Bynajmniej nie za moją sprawą. Szczęśliwą mamusią jest… tak, kobieta zwana tutaj Koleżanką. Wszystkie niejasne podejrzenia okazały się być prawdą. Wmawiałam sobie tyle czasu, że nie są razem, że nic ich nie łączy, biorąc za dobrą monetę fakt, że nie widuję ich razem. A tu taka niespodzianka.

Jedni mówią, że dziecko jest śliczne. Inni, że podobne to mamy. Dziwne, bo przecież to się wzajemnie wyklucza.

Wyraźnie i boleśnie zdałam sobie sprawę z ilości straconego czasu. Z ilości niepotrzebnie wylewanych łez. Ze wszystkiego. Jestem przeraźliwie wręcz wściekła, jakby zaraz coś w środku miało mi eksplodować. Nienawidzę jego, nienawidzę jej, nienawidzę ich obojga. Tyle dziewczyn wokół niego, niektóre tak ładne i tak mądre, że byłabym w stanie zrozumieć, dlaczego wybrał właśnie je, a on robi dziecko Koleżance, która może poszczycić się tylko pyskatym charakterem i powierzchownością mało urodziwej gimnazjalistki. Idiota. Ślepy idiota. Nie jestem ideałem, nie byłam i nigdy nie będę, ale co takiego ona ma, czego nie mam ja?

Chociaż i ja nie lepsza. Trzy lata bezmyślnie wpatrzona w niego jak w obrazek, naiwnie wierząca, że coś kiedyś z tego będzie… Jak głupiutka nastolatka. Czego ja, kurwa mać, oczekiwałam? Bajki z happy endem? No to mam. Bajkę, ale z finałem zdecydowanie tragikomicznym. Główna bohaterka tak długo ociągała się z postawieniem spraw na jedną kartę, że postanowiły rozwiązać się same. I – teraz będzie najlepsze – ona z jednej strony go nienawidzi i pragnie zrobić mu jakąś bolesną krzywdę, ale z drugiej gdzieś w głębi serca jest jej go żal, bo w tak beznadziejny sposób przerąbał jedną z najlepszych szans w swoim życiu.

To jest koniec.

Ironia losu – to wszystko wypadło akurat na okres porządkowania wszystkich swoich spraw. Czeka mnie niedługo poważna zmiana w moim życiu, dlatego zamykam w mniej lub bardziej udany sposób różne niedokończone wątki. Ten mi nie wyszedł, zdecydowanie. Chociaż na dobrą sprawę domknięty jeszcze nie jest. Brak w nim epilogu. Spotkania, wyznania prawdy, bezlitosnego wygarnięcia i wylania na niedoszłego kochanka wszystkich żali niczym ścieków. Nie wiem, czy kiedyś to nastąpi. Z przerażeniem odkryłam, że jest mi to w pewnym stopniu obojętne. Ale z drugiej strony śmiem sądzić, że gdy nadarzy się taka okazja, spalę ten most do końca. Albo lepiej ujmując wysadzę. Z hukiem.

Tak naprawdę to tylko tego dzieciątka szkoda. Z takimi genami po ojcu i matce w dorosłym życiu będzie albo głupie albo parszywe.

Nie mówcie mi, żebym się nie przejmowała, że „tego kwiatu jest pół światu”. Dzisiaj za takie słowa strzelam bez ostrzeżenia w ryj. Ale jeśli wspomnicie coś, że nie był mnie wart, to się zgodzę. Zdecydowanie nie był. I chciałabym, żeby – cytując zdanie z jakiegoś portalu z mądrymi frazami – kiedyś, gdy mnie spotka, pomyślał: „Kurwa. Szkoda, że ciebie nie chciałem”. Tylko gdy już dojdzie do tego wniosku, będzie dlań zdecydowanie za późno. I byłoby mi bardzo miło, gdyby go zabolało minimum tak, jak mnie boli teraz. Taka nierychliwa, ale pewna sprawiedliwość.

Spierdoliłeś swoje życie, drogi Książę. Wybrałeś żabę zamiast księżniczki. I całowanie nic tu nie pomoże, to nie ta bajeczka. Musisz teraz tego swojego płaza przełknąć. A będzie kwaśny, oj bardzo.

Bridge over troubled water

Posted in Inni panowie, Książę, Smutki codzienności on Czerwiec 27, 2011 by emerencjanna

Ironia losu – gdy jesteś już dostatecznie pewny, czy tam nawet prozaicznie rzecz biorąc zdesperowany, żeby spalić mosty, okazuje się, że wszystko sprzysięga się, żebyś nie mógł.
Taka kara za odwlekanie decyzji przez lata czy co? Przecież już dostałam nauczkę.

Jakaś cisza przed burzą. Cienki lód, kruche szkło. Dwie sekundy przed trzęsieniem ziemi. Ludzie jakoś dziwnie się zachowują. Może i oni chcą spalić jakiś most? Tylko może być bardzo przykro, gdy okaże się, że ten mosteczek łączył ich ze mną.

Niejasne podejrzenia

Posted in Książę on Marzec 6, 2011 by emerencjanna

Niejasne podejrzenia to coś, czego wam nie życzę. Naprawdę. Potrafią człowieka nieźle zdemolować.

Dlaczego mam niejasne podejrzenie, że dodatkowe kilka kilogramów u kobiety zwanej Koleżanką mogą być oznaką stanu zwanego ciążą? Dlaczego mam niejasne podejrzenie, że Książę może mieć coś z tym wspólnego? Dlaczego mam niejasne podejrzenie, że w tej kwestii znowu dałam dupy? Dlaczego mam niejasne podejrzenie, że zaczyna się spełniać najczarniejszy ze scenariuszy? Dlaczego mam niejasne podejrzenie, że aby uzyskać odpowiedzi na wszystkie pytania, trzeba będzie skopać kilka tyłków?

To wszystko śmierdzi. Aż za bardzo.

Another one bites the dust

Posted in Książę, Smutki codzienności on Styczeń 21, 2011 by emerencjanna

Znowu zdałam sobie sprawę, że już chyba nie mam siły. I coraz poważniej zastanawiam się, czy to nie jest najwyższa pora, żeby pieprzyć wymarzone szczęście i zająć się zwyczajnym, szarym życiem. Ileż można dążyć i dążyć? Ileż można ciągnąć na pół gwizdka? Ileż można wierzyć, że da się być taką sobą, jaką chciałabym widzieć, a nie taką, jaka zazwyczaj wychodzi?

Intencje wiecznie nieprzekute w czyn. To tak… żałośnie wygląda, że gdybym wyszła z siebie i stanęła obok, byłoby mi siebie żal. Jak można, u licha, być taką zamotą?!?

Jeżeli nie zdarzy się jakiś cud, walkę o własne „ja” będzie można uznać za przegraną. Co prawda dopiero za jakiś czas, ale fakt pozostaje faktem.