The loser has to fall

Ostatnio zbyt często płaczę.

Zupełnie przestałam dawać sobie radę. Aż się zdziwiłam, że można jeszcze bardziej sobie nie radzić. A jednak można. Tonę. Topię się, rozpaczliwie machając łapkami, a ludzie, których znam, stoją tylko na brzegu, patrzą i mówią: „Nie przesadzaj, wyjdziesz z tego!”. Oczywiście ci, którzy wiedzą, co się dzieje. Może źle robię, ale tym, których uważam za sobie najbliższych, nie pisnęłam niemal ani słówka. Tyle, co przebąknęłam czasem w rozmowie z Bułą czy Mimi, że „trochę mi nie idzie”. Trochę. Jakie to zabawne.

To, co wydawało mi się być moim uporządkowanym, stałym życiem nie przetrwało zmian. Okazało się być marnym domkiem z kart, chwiejącym się przy najlżejszym podmuchu. A ja mimo wszystko próbuję utrzymać go w całości. Jakaż ja jestem głupia. Przecież nawet jeśli ocalę, to tylko część. Kosztem reszty. Niezależnie od tego, którą z części wybiorę.

Idź do kąta i becz, ofiaro losu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: