C’est la fin, mon cher.

Tym razem intuicja mnie nie zawiodła.

Książę został ojcem. Bynajmniej nie za moją sprawą. Szczęśliwą mamusią jest… tak, kobieta zwana tutaj Koleżanką. Wszystkie niejasne podejrzenia okazały się być prawdą. Wmawiałam sobie tyle czasu, że nie są razem, że nic ich nie łączy, biorąc za dobrą monetę fakt, że nie widuję ich razem. A tu taka niespodzianka.

Jedni mówią, że dziecko jest śliczne. Inni, że podobne to mamy. Dziwne, bo przecież to się wzajemnie wyklucza.

Wyraźnie i boleśnie zdałam sobie sprawę z ilości straconego czasu. Z ilości niepotrzebnie wylewanych łez. Ze wszystkiego. Jestem przeraźliwie wręcz wściekła, jakby zaraz coś w środku miało mi eksplodować. Nienawidzę jego, nienawidzę jej, nienawidzę ich obojga. Tyle dziewczyn wokół niego, niektóre tak ładne i tak mądre, że byłabym w stanie zrozumieć, dlaczego wybrał właśnie je, a on robi dziecko Koleżance, która może poszczycić się tylko pyskatym charakterem i powierzchownością mało urodziwej gimnazjalistki. Idiota. Ślepy idiota. Nie jestem ideałem, nie byłam i nigdy nie będę, ale co takiego ona ma, czego nie mam ja?

Chociaż i ja nie lepsza. Trzy lata bezmyślnie wpatrzona w niego jak w obrazek, naiwnie wierząca, że coś kiedyś z tego będzie… Jak głupiutka nastolatka. Czego ja, kurwa mać, oczekiwałam? Bajki z happy endem? No to mam. Bajkę, ale z finałem zdecydowanie tragikomicznym. Główna bohaterka tak długo ociągała się z postawieniem spraw na jedną kartę, że postanowiły rozwiązać się same. I – teraz będzie najlepsze – ona z jednej strony go nienawidzi i pragnie zrobić mu jakąś bolesną krzywdę, ale z drugiej gdzieś w głębi serca jest jej go żal, bo w tak beznadziejny sposób przerąbał jedną z najlepszych szans w swoim życiu.

To jest koniec.

Ironia losu – to wszystko wypadło akurat na okres porządkowania wszystkich swoich spraw. Czeka mnie niedługo poważna zmiana w moim życiu, dlatego zamykam w mniej lub bardziej udany sposób różne niedokończone wątki. Ten mi nie wyszedł, zdecydowanie. Chociaż na dobrą sprawę domknięty jeszcze nie jest. Brak w nim epilogu. Spotkania, wyznania prawdy, bezlitosnego wygarnięcia i wylania na niedoszłego kochanka wszystkich żali niczym ścieków. Nie wiem, czy kiedyś to nastąpi. Z przerażeniem odkryłam, że jest mi to w pewnym stopniu obojętne. Ale z drugiej strony śmiem sądzić, że gdy nadarzy się taka okazja, spalę ten most do końca. Albo lepiej ujmując wysadzę. Z hukiem.

Tak naprawdę to tylko tego dzieciątka szkoda. Z takimi genami po ojcu i matce w dorosłym życiu będzie albo głupie albo parszywe.

Nie mówcie mi, żebym się nie przejmowała, że „tego kwiatu jest pół światu”. Dzisiaj za takie słowa strzelam bez ostrzeżenia w ryj. Ale jeśli wspomnicie coś, że nie był mnie wart, to się zgodzę. Zdecydowanie nie był. I chciałabym, żeby – cytując zdanie z jakiegoś portalu z mądrymi frazami – kiedyś, gdy mnie spotka, pomyślał: „Kurwa. Szkoda, że ciebie nie chciałem”. Tylko gdy już dojdzie do tego wniosku, będzie dlań zdecydowanie za późno. I byłoby mi bardzo miło, gdyby go zabolało minimum tak, jak mnie boli teraz. Taka nierychliwa, ale pewna sprawiedliwość.

Spierdoliłeś swoje życie, drogi Książę. Wybrałeś żabę zamiast księżniczki. I całowanie nic tu nie pomoże, to nie ta bajeczka. Musisz teraz tego swojego płaza przełknąć. A będzie kwaśny, oj bardzo.

Advertisements

komentarze 2 to “C’est la fin, mon cher.”

  1. Polecam mu teraz jednak rzeczywiście powiedzieć i zobaczyć jak zareaguje – możliwe, że dzięki temu szybciej pomyśli to: „Kurwa. Szkoda, że ciebie nie chciałem” niż ci się wydaje ;]

  2. Tak szczerze mówiąc, to myślę, że kiedy już przez to przejdziesz, to odetchniesz z ulgą.
    Aha, i Gumior dobrze gada 😉 Nawet, jakby miał tak nie pomyśleć, to trzeba to zakończyć. A im szybciej, tym lepiej, nie?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: