Maybe…

Czas leczy rany, mówią. A kto wie, może tych ran tak naprawdę nigdy nie było?

Po raz pierwszy od dawna mieliśmy z Panem Kolegą okazję na dłuższą rozmowę. Od czasu grudniowego incydentu zdążyliśmy się już parę razy spotkać, ale to tak przelotem, przypadkiem, bez chwili na gadanie. Na temat owego zajścia nie zeszło, zgodnie z taktyką, żeby nie przypominać i nie wypominać (chociaż jeżeli on zacznie, to będzie szczera, ciężka rozmówka). Ale mimo to doszłam do paru istotnych wniosków. Przede wszystkim do takiego, że wbrew moim obawom w żaden sposób nie zaważyło to na naszych relacjach. Ba, nawet mam wrażenie, że doszło do przełamania pewnych jednak obecnych wcześniej lodów i teraz może być już tylko dobrze. Nie wiem, jak to inaczej wytłumaczyć. Tak po prostu czuję, jakby ta relacja między nami się wzmocniła, bez skręcania w kierunku erotycznym. A poza tym… Kurczę. Aż głupio się do tego przyznać, nawet nie tyle anonimowo na blogu, co przed samą sobą. Coraz częściej przyłapuję się na tym, że żałuję, iż nie spotkaliśmy się te parę lat wcześniej i że nie jesteśmy wiekowo parę lat bliżej siebie. Moglibyśmy być naprawdę fajną parą. Dostrzegam u niego wiele rzeczy, których oczekiwałabym od Księcia i których od niego nadal nie otrzymuję. Podejście do życia mamy zbliżone. Trzymamy się ziemi, ale często bliżej nam do nieba. Podobam mu się jako kobieta. Akceptuje mnie taką, jaką jestem, bo wychodzi z założenia, że ludzie są piękni takimi, jakimi zostali stworzeni. A nie tak, jak u Księciunia, że się gimnastykuję, próbując mu dogodzić, a on nic. Zero reakcji. Kłoda. I najważniejsze – jestem coraz bardziej pewna, że gdybym pewnego dnia przyszła do niego i wyznała, że zabiłam człowieka, on by się spytał, gdzie go ma zakopać.

Jezu. Żeby się tylko nie okazało, że Pan Kolega – mąż i ojciec – to facet mojego życia. Ta pierdolona druga połówka pomarańczy, której tak szukam i znaleźć nie mogę. Ale to by było. Nie dość, że od dawna był obok, to jeszcze od dawna należał do kogoś innego. Nie-boska pomyłka. Ale nie, mam nadzieję, że jednak nie. Że to tylko przyjaciel. I aż przyjaciel.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: