Archiwum dla Wrzesień, 2010

No proszę.

Posted in Książę, Po prostu życie, Smutki codzienności on Wrzesień 28, 2010 by emerencjanna
Słuchajcie, sądziłam, że będę miała dobre wieści, ale niestety nie mam. Znowu zaliczyłam tą samą imprezę, co Książę. Tym razem prawdopodobnie tylko po to, żeby się dowiedzieć, co porabiał na wakacjach i że chyba ma nową cizię. Oczywiście tego ostatniego mi nie powiedział. Sama zauważyłam.

Naturalnie na tyle mnie to przygnębiło, że wszystkie przyjaciółki wtajemniczone w sprawę już o tym wiedzą. Reakcje były różne.

Zula: „Wiesz co?… Nie obraź się, ale lepiej go sobie odpuść. Jeżeli faktycznie jest taki babiarz, to nawet, jeżeli kiedyś zostaniecie parą, to będzie cię tylko ranił.”

Mimi: „W sumie Zula ma rację…”

Buła: „… Ma wpierdol.”

Wstyd przyznać, ale ostatnia propozycja brzmi bardzo kusząco.

Nie wiem jeszcze, co zrobię. Bo coś zrobię na pewno. Być może coś z szufladki „wredność i uszczypliwość”, ale na pewno coś to będzie. Po długiej i mocno oczyszczającej rozmowie z Zulką na ten temat czuję się zdecydowanie silniejsza. A może faktycznie jestem silniejsza? Doświadczenie wzmacnia. Dobre, przyjacielskie „plecy” także.

Pożyjemy, zobaczymy.

Reklamy

Telegram #12

Posted in Po prostu życie, Smutki codzienności on Wrzesień 24, 2010 by emerencjanna

Jakby tu kulturalnie powiedzieć, że nie, ja chyba wcale się nie cieszę?

Weselne dzieci?

Posted in Inni panowie, Po prostu życie, Smutki codzienności on Wrzesień 14, 2010 by emerencjanna
 
Dzisiaj będę okropna jak nigdy, zaręczam wam. Ogromne pokłady wredności muszą jakąś drogą wypłynąć, bo wybuchnę i będzie problem.
 
Pani Kaprawooka jest w ciąży. Oczywiście ze swoim mężem, niejakim Kociookim. Fantastycznie, nieprawdaż? Nie wspominałam jeszcze o tym, ale pani Czarnulkowa Miss także jest w ciąży, jakkolwiek bardziej już zaawansowanej i pewnie za niedługi czas urodzi swojemu małżonkowi Czarnulkowi, tutaj zwanemu czasem też dwulicową szmatą, potomka. Jeśli dodam jeszcze, że dzieciaków podorabiało się sporo moich dalszych, nigdy nie wymienianych tu znajomych, to komentarz może wcisnąć się na usta sam – baby boom.
 
Może jestem głupia, może dziwna, a może po prostu zazdrosna (do tej wersji bym się przychyliła), ale zupełnie, totalnie tego nie rozumiem i podobnie zupełnie i totalnie mi się to nie podoba. No cóż. Naturalna kolej rzeczy, nie poradzę nic. Pewnie jak z rok poczekam, to się dowiem, że siksa Archiego (niejaka Ania, jak się ostatnio dowiedziałam) też zaszła. Jak się domyślam, najpierw pójdę się pochlastać – oczywiście w metaforycznym sensie tego określenia, bo kto by się tak za jakiegoś barana chciał ciąć? – a później pocieszę się myślą, która zawsze mi poprawia humor w takich sprawach. A brzmi ona tak: od tej ciąży/tych ciąż dostaną takiej nadwagi i rozstępów, że nawet ci ślepi idioci, których udało im się zaobrączkować, nie będą mogli na nie patrzeć 😈
Gwoli jasności – ja lubię rodziny. Lubię dzieci i chcę je kiedyś mieć (o ile znajdę jakiegoś sensownego tatusia). Ale, u licha, to chyba naturalne, że wścieka cię potomstwo, które twój niedoszły w mniejszym lub większym stopniu amant spłodził z inną babą? I tak, współczuję synkowi/córeczce Czarnulków. Bo biorąc pod uwagę geny rodziców ma wielkie szanse na to, że z wiekiem zrobi się okropnie brzydki/a.

Telegram #11

Posted in Książę, Smutki codzienności on Wrzesień 8, 2010 by emerencjanna

I przestało być wesoło. Wraz z przyjściem jesieni jak nożem odciął cały optymizm mi przeszedł. Zaczęło się szare, nudne życie codzienne pod znakiem nadmiaru myślenia o pewnych sprawach i niedoboru działania w pewnych sprawach. Beznadziejne to jest troszkę. Tworzą mi się w głowie mniej lub bardziej prawdopodobne sytuacje, co by było, gdyby to i tamto. Czasem też trochę czarnowidzkie. Wiecie, że to i tak trwa już długo, że wiecznie tak nie będzie…

Ale nie przejmujcie się. Jakkolwiek źle by nie było, mam obok parę osób gotowych dać mi kopa w dupę na rozpęd. Zresztą ja już nie mam czasu, żeby móc sobie pozwolić na spieprzenie czegokolwiek.