Archiwum dla Sierpień, 2010

Don’t worry, be happy

Posted in Inni panowie, Po prostu życie, Promyczki pozytywu on Sierpień 20, 2010 by emerencjanna
Stało się. Stało się, stało się, stało się… faktem.

To już pewne. Szpila rozszedł się ze Zmutowaną Szczurzycą.

Gratulacje, panie Szpila! Oto uczyniłeś pan pierwszy krok ku wyjściu z gówna, w którym siedziałeś po uszy. Teraz siedzisz już trochę mniej. Jeżeli jeszcze się ogarniesz wreszcie, to wróżę ci wielkie szanse na całkowite wyjście i przy okazji na złapanie o wiele lepszej sztuki. A przynajmniej na tyle, żeby nikt nie mógł cię oskarżyć o to, że lubisz chłopców. Chociaż niestety stwierdzić muszę, że faktycznie jesteś ślepym bezguściem, skoro tak długo już za nią rozpaczasz. Misiu, tego kwiatu jest pół światu. Z tego przynajmniej połowa ma większą inteligencję, urodę i piersi niźli twoja ex-luba, także szybko sobie coś byś znalazł, gdybyś chciał.

Tylko się pilnuj, bo jak znam życie zaraz się zlecą te wszystkie pindzie, które próbowały się z tobą wyswatać przez ostatnie lata. Bo mimo wszystko ja ci dobrze życzę i nie chciałabym, żeby przyczepiła się do ciebie na przykład taka gruba świnia, która zapewne lubi tak, że ty się będziesz dusił.

Aż chyba wypiję zdrowie tego starego głupka 😀

Reklamy

Coś na rzeczy

Posted in Inni panowie, Po prostu życie, Smutki codzienności on Sierpień 17, 2010 by emerencjanna

Zgodnie z przewidywaniami, po takiej fali wrednej radości złapał mnie niesympatyczny dołek. Nagle wszystko to, na co zwykle człowiek stara się nie zwracać uwagi i co nie rzuca się tak w oczy, zaczyna niemiłosiernie wkurwiać. Krzywe ryje, pedalskie grzywki i podwójne podbródki znienawidzonych osób. Kto wie, kluczowym powodem może być to, że od kilku dni trwam w pewnej takiej niepewności, czy aby czasem Buła z Magdą nie wywinęły mi numeru w iście patusiowym stylu. Albo stało się coś, o czym boją się mi powiedzieć. Tak czy siak… no żesz kurwa, tylko tego mi trzeba, naprawdę. Mam nadal nadzieję, że wszystko się wyjaśni, bo to w sumie do nich nie pasuje. Nie wiem, czy to dobrze, ale czekam, aż same się odezwą. Ja już się nałaziłam za nimi. Tryb wrednej małpki włączony. Ale to mało istotne póki co, bo już się namartwiłam na zapas. A nuż się okaże, że bez sensu?

W każdym bądź razie chciałam tylko ogłosić, że sprawa dziwnego zachowania Szpili nabiera rumieńców. Wstaje bladym świtem, podczas gdy zawsze spał minimum do południa. Pije, a zawsze uważałam go za abstynenta. Co myślę na ten temat, wyśpiewa w refrenie pani Frida. Tak. Ta z ABBY.

Frida – I know there’s something going on

Trochę mi go chyba nawet szkoda. Ale z drugiej strony, to jest z nim jak z firmą w reklamie Plusa – wyjdzie mu na zdrowie. Byleby tylko nie popadł w alkoholizm. Przez taką pindzię nie warto. Taki gość jak on, gdy postawi się do pionu, znajdzie sobie o wiele lepszą. Albo i nawet kilka o wiele lepszych. I przynajmniej będzie je miał za co złapać…

Wredniaszki i plotkarki

Posted in Inni panowie, Po prostu życie on Sierpień 9, 2010 by emerencjanna

Poczułam się jak plotkara. Chyba nawet jak nastoletnia plotkara. Ale co tam, młodość duchem to podstawa życiowego zadowolenia…

Otóż do moich skromnych uszu dotarła wieść, praktycznie jeszcze nie potwierdzona, jakoby Szpila rozstał się ze swoją Zmutowaną Szczurzycą. Jako że to jeszcze nic pewnego, to się zbyt intensywnie nie cieszę, co nie zmienia faktu, że nawet jako pogłoska brzmi to fantastycznie. Za to nie wiedzieć kiedy oddałam się wraz z Mimi (która zresztą mi tą nowinę przyniosła) wrednym docinkom na temat jej i jego. Że ma ręce jak płetwy, że rusza się jak kij od miotły, że stanik pewnie sobie wypycha aby cokolwiek tam mieć, że wygląda jak facet, że on musi być ślepy, skoro kiedykolwiek z nią był i tak dalej… Jakie to babskie, nie?

Swoją drogą zaczęło mnie zastanawiać, jak bardzo nasz pogląd o wyglądzie danej osoby determinuje nasz stosunek do niej. Bo po raz kolejny przyłapałam się na tym, że wytykam i wyśmiewam u jakiejś nielubianej przez siebie osoby cechy, które w ogóle mi nie wadzą u kolegów i znajomych. Weźmy chociażby pewną moją znajomą. To miła dziewczyna, chociaż potężna i nie reprezentująca sobą okładkowej urody. Nie dostrzegam tego praktycznie, bo jest całkiem ok. Za to z kolei na przykład w wypadku takiej Baleny, która wprawdzie naraziła mi się tylko nieaktualną już kwestią Archiego, ale jednak się naraziła, jej ponadprzeciętna tusza nie dość, że staje się wyraźnie dostrzegalna, to jeszcze nabiera cech wybitnej wady godnej niejednego przytyku. Albo pewien cholerny pasożyt, dawniej kręcący się przy Szpili i brużdzący w naszych kontaktach. Też szczupła nie jest, nie była i nie będzie. Dawno temu się kolegowałyśmy, o dziwo. Ale gdy odstawiła mi parę mało przyjemnych numerów i okazało się, że jest rozhisteryzowaną, denerwującą idiotką wiecznie robiącą z siebie męczenniczkę i niezdolną do życia w dobrych stosunkach z nikim, także jej „grubość” zaczęła być świetnym źródłem nowych przydomków (typu „świnia”, „żywiec wieprzowy” czy „beczka smalcu”) oraz mało sympatycznych, ale raczej uzasadnionych dowcipów typu: „Kiedy chce jechać pociągiem, to pakują ją w wagon towarowy, bo osobowe nie mają takiego udźwigu”. To jest chyba ta względność, o której mówił Einstein. Widać ma nie tylko zastosowanie w tezie, że w barze pięć godzin mija jak pięć minut, a u dentysty odwrotnie.

Tak czy siak parę złośliwości wymienionych w cztery oczy z przyjaciółką nie zaszkodzi, a i nawet pomoże. Człowiek się wyżyje bez niszczenia przedmiotów czy osób trzecich i dowartościuje się nieco. Żaden facet nie jest sobie w stanie wyobrazić ogromu satysfakcji, gdy widzi się taką Szczurzycę, która na wysokości klatki piersiowej posiada same żebra, a po chwili spojrzy się na ten sam punkt u siebie i zobaczy takie dwa dorodne… 🙂 I chyba coś w tym jest, bo prawie każda płaska deska, jaką znam, jest jakaś taka znerwicowana… A znam przynajmniej jeszcze jedną, strasznie wredna kurwa. Czyli chodzące potwierdzenie tej teorii.

Na koniec zaś piosenka, której żadna z nich nigdy nie polubi, a miłujący płaskie szczury Szpila nigdy nie zrozumie: Rudi Schubert – Masz to numer 5 (z góry przepraszam za śmieciowaty, amatorski „teledysk”, ale na wrzucie tego nie znalazłam w jego wykonaniu).

 

P.S. Dobrze widzicie, ta notka ma wredny, ale zabawny nastrój. Wyjątek potwierdzający regułę tego bloga, ale nie wykluczam jakiejś powtórki w przyszłości, jeżeli zdarzy się odpowiednia okazja 🙂