Brawo.

Chciałabym donieść, że jesienią Archie się żeni.

Co najlepsze, wcale nie z tłustą Baleną. Okazuje się, że zdążył już się z nią rozstać i nie dalej jak kilka miesięcy temu zapoznać nową. Ponoć siksę.

Mogę sobie teraz tylko pogratulować, że przez ostatnie dwa lata siedziałam na dupie i nie potrafiłam nic szczególnego w kwestiach naszej znajomości zrobić. Stan obecny przypomina mocno stan z wakacji 2008. Różni się może tylko tym, że pododawaliśmy się do znajomych na pewnym portalu społecznościowym. I w sumie chyba jemu też spokojnie mogę złożyć podobne gratulacje. W końcu… ślub po paru miesiącach znajomości? To śmierdzi. Najprawdopodobniej wpadką. Chociaż… kurwa, nie. Archie ojcem? Te dwa słowa stojące obok siebie w ogóle nie pasują. I rozsądek podpowiada, iż byłoby lepiej, gdyby tak nie było. Bo skoro tak szybko się schodzą, to kto wie, może równie szybko się rozejdą. A Archie-rozwodnik nie będzie wcale gorszy niż Archie-kawaler. Za to Archie-rozwodnik z dzieckiem odpada definitywnie.

Taaa. Teraz sprawiam wrażenie osoby, która ze wszech miar ma to w dupie i która z radością sypie złośliwościami w stronę żeniaca. Ale kiedy nasz wspólny znajomy radośnie nam o tym zakomunikował, to myślałam, że wieczór zakończę na OIOM-ie, względnie na kardiologii. Coś zupełnie niewytłumaczalnego ścisnęło mi trzewia. Albo może jednak wytłumaczalnego? To zresztą nieistotne. Nie fiknęłam im tam, chociażby dlatego, że… wydałoby się. A nie mogło. Musiałam radośnie wykrzywić twarz w pozornie szczerym uśmiechu i rzucić durnowatym tekstem w stylu: „Ojeeeej, naprawdę?”. Tak. Naprawdę. Ale przyznam się wam szczerze, że im więcej czasu mija od tej „radosnej” nowiny, tym bardziej ambiwalentne uczucia mnie podgryzają. Z jednej strony nadal mnie boli. Spodziewałam się, że to tak się skończy. „Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz”. No właśnie. A on chyba nigdy nie chciał. Chociaż to może kwestia tego, że zwyczajnie nigdy mu o tym nie powiedziałam? Tak, bałam się. Miałam uzasadnione obawy, że to mogłoby doszczętnie popsuć nasze stosunki. Tak mi się jakoś wydawało, że lepiej mieć z nim kontakt na takiej zasadzie, niźli żaden… Kto wie. Może tak miało być. Związki na odległość raczej słabo się trzymają. Zwłaszcza, jeśli nie ma chemii. A tu chyba nie było na nią żadnych szans. I chyba właśnie dlatego z drugiej strony jeszcze się nie łamię i próbuję trzymać dystans. W końcu nie był tym najważniejszym…

Ale tak po prawdzie chyba tylko dzięki obecności Mimi i świadomości konsekwencji nie zrobiłam sceny. I dobrze. Nie dość, że bym wszystko spieprzyła, to jeszcze wyszłabym na histeryczkę. Chociaż i tak ona wiedziała, że mimo uśmiechu na twarzy i stwierdzenia: „A tam, grunt, że to nie Książę” cholernie mnie zabolało. Dlatego wciąż mam taką wesołą mrzonkę, że może mnie na ten swój ślubik zaprosi. Czemu „wesołą”? Bo wprowadziłabym w życie starą radę Black Opsa. Obrzuciłabym ich jednogroszówkami na tak zwane szczęście, nie wyjąwszy ich wcześniej z reklamówki.

 

Kasia Kowalska – Domek z kart

Advertisements

komentarzy 7 to “Brawo.”

  1. Emerencjanno zbierz wszystkie swoje wpisy na tym blogu i wydaj książkę – serio :tak: Imo ludzie uwielbiają śledzić losy i niepowodzenia innych ludzi, stąd taka popularność telenowel, toteż miałabyś niezły nakład 🙂

  2. Ale że ja miałbym coś takiego zaproponować? Ja?

    Hmm…

  3. @piterekd – ale jak ja mam to rozumieć? 😛
    @Black Ops – oczywiście. Nie zacytowałabym czegoś, co w rzeczywistości nie zostało powiedziane 🙂 Zdaje się w kontekście ślubu Czarnulka? Też to przeżywałam jak żabka miesiączkę…

  4. Szczerze mówiąc, trochę mnie dziwi to rozbicie 😉 Mam na myśli to, że Książę jest tym jedynym, wymarzonym, wyśnionym, a bierzesz pod uwagę innych 😉

  5. No widzisz, takie są kobiety 😉 A tak na poważnie (?). Albo jestem cholernie kochliwa albo mam coś z hormonami. Jako że żaden endokrynolog mnie jeszcze na oczy nie widział, mogę spokojnie sobie na nie zwalać wszystko jak na chorobę filipińską 😀

  6. …że Książę jest tym jedynym, wymarzonym, wyśnionym, a bierzesz pod uwagę innych

    …bo człowiek nie wielbłąd, pić musi…

  7. … Też prawda.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: