Oh, yes!

Jestem szczerze przerażona, chociaż z normalnego punktu widzenia nie powinnam. W końcu czego mam się bać, skoro zdarza się coś, czego tyle czasu pragnęłam? A jednak. Niby wszystko zdaje się przeskoczyć już na pewno na właściwy tor. Niby to on przejął inicjatywę, chociaż na chwilę. Ale ja się boję. Bo nie cieszy mnie to tak, jakby cieszyło mnie kiedyś. Chociaż… skoro cieszy mnie jednak, mniej, z mniejszą siłą, ale cieszy, to chyba jeszcze nie jest tak źle? A może mi się tylko wydaje. W końcu czasami bywa tak, że różne zewnętrzne i wewnętrzne czynniki stępiają moją ocenę sytuacji. A i przecież stało się to w momencie, kiedy na poważnie już zwątpiłam. To MUSI coś znaczyć. Może po prostu potrzebowaliśmy oboje czasu, żeby to wszystko mogło się w naturalny sposób rozwinąć.

Wiecie, co? Kiedy ma dla mnie czas, jest cholernie sympatycznym facetem. Tylko chyba ja się zbłaźniłam. Pozwoliłam sobie na tej imprezie na naprawdę niewielką ilość alkoholu, ale zdaje się takiego, który mi nie służy. I możliwe, że momentami plotłam głupoty. Zresztą, czy to takie ważne? Zdaje się, że i on najtrzeźwiejszy nie był 😉

Jest super, jest super, więc o co mi chodzi? 🙂

Advertisements

komentarze 2 to “Oh, yes!”

  1. Ha! Wiedziałem, że w końcu się uda 😉

  2. Gumior Says:

    To teraz czekamy na kolejne (oczywiście dobre) wieści 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: