Rozdroże wątpliwości

Niniejszą notkę piszę z „winy” kolegi Gumiora, bo swoimi komentarzami pod poprzednim wpisem skłonił mnie do zastanowienia się nad pewną istotną… dla mnie? Dla mnie i Księcia?… kwestią.

Padło takie stwierdzenie: skoro się z tym wszystkim męczysz, skoro chcesz całą tą sprawę pchnąć do przodu – po prostu powiedz mu, co czujesz. I wydaje się to być bardzo logiczne. Jasna sytuacja, koniec z niepewnością, możliwość podjęcia skutecznych działań. Wielokrotnie układałam sobie w głowie taki scenariusz. Co by było, gdybym zdecydowała mu się jednak powiedzieć. Głównie przez ostatnie lato, kiedy pojawiła się poważne niebezpieczeństwo, że się wyprowadzi do innego miasta. Ale… No właśnie, jest jakieś „ale”. Dość duże, jak sądzę. Pamiętam, że wtedy – oczywiście – radziłam się w tej kwestii Mimi i zapytałam się jej, czy by faktycznie tak nie zrobić, gdyby się okazało, że jednak faktycznie wyjedzie. Ona bardzo zdecydowanie mi to odradziła. Powiedziała: jeśli tak zrobisz, spalisz mosty. Jeżeli nie będzie odwzajemniał twojego uczucia, będzie cię unikał, jak się tylko da i stracisz jakąkolwiek możliwość kontaktu z nim. A sama wiesz, jaki on potrafi być. I tu też jest sporo racji. Chociaż moje spostrzeżenia, jakoby czasami próbował przede mną umknąć, mogą być tą typową dla kobiet (czyli także i mnie) nadinterpretacją. Ale mimo to i mimo, że minęła już kupa czasu, nie potrafiłabym podjąć aż tak drastycznego kroku. Może boję się usłyszeć czegoś, co mnie zaboli, niekoniecznie słów znaczących „kochasz bez wzajemności”? Przecież ta nasza znajomość jest w gruncie rzeczy dosyć powierzchowna. Nie wiemy, jacy jesteśmy naprawdę, chociaż ja próbuję się tego dowiedzieć. Może on też? A może po prostu jestem takim babskim Werterem. Marzę o Księciu, o tych wszystkich chwilach, które chciałabym z nim spędzić, ale nie robię nic ponadto, bo jakby tak głębiej zajrzeć, to nie interesuje mnie on sam, ale uczucie, którym go darzę. W końcu te wszystkie oskarżenia, jakobym była wyzutą z uczuć (także wyższych) szmatą nie wzięły się z powietrza… Oj. Popadam w tym momencie w przesadę i w dołek.

I wszystko sprowadza się do tego, że najlepszym rozwiązaniem każdej z kwestii byłoby „wyznanie winy”. Ale… chyba nie czuję się jeszcze na to gotowa. Tchórzę. Tradycyjnie.

Reklamy

Komentarze 2 to “Rozdroże wątpliwości”

  1. Hmmm… pamiętaj, że w takich kwestiach logika jest zdecydowanie spychana na dalszy plan i to naturalne – to tak a propos drugiego zdania 😉 A co do „treści właściwej” – ja zdecydowałem o tym, czy powiedzieć czy nie w dość idiotyczny sposób (może nie będe sie tym chwalił), ale dostałem przy tej okazji od przyjaciela, którego się w pewnym sensie radziłem SMS z treścią – „A teraz głąbie zrób to, co chcesz bardziej zrobić ;)” No więc niech takie motto Ci przyświeca w kontaktach z Księciem bo, jak zwykle, miał mój drogi kolega rację 😉

  2. Gumior dobrze gada.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: