Archiwum dla Kwiecień, 2010

Stabilizacja…?

Posted in Retrospekcje i refleksje, Smutki codzienności on Kwiecień 30, 2010 by emerencjanna

Moja znajoma niedawno wyszła za mąż. Młoda dziewczyna, tylko dwa lata starsza ode mnie. I oglądając zdjęcia z jej ślubu uświadomiłam sobie, jak bardzo niepoukładane jest moje życie. To tak zwane „zawodowe” i to osobiste… Nad tym pierwszym nie będę się rozwodzić, bo i po co. Tym bardziej, że staram się nie ujawniać zbyt wielu niepotrzebnych szczegółów na swój temat. Ale zaręczam wam, że w kombinacji z moim pokręconym życiem uczuciowo-emocjonalnym to daje niezły burdel. A przynajmniej ja tak to widzę. Może to kwestia mniej lub bardziej świadomej presji otoczenia – starsze (niewiele) kuzynki mające chłopaków, koleżanki z lat szkolnych mające chłopaków (albo i czasami mężów), koleżanki z otoczenia mające chłopaków i przyjaciółki mające chłopaków! Uh. Chociaż to ostatnie dotyczy tylko Aśki (notabene wplątanej w związek z żonatym i dzieciatym facetem, ale o tym może innym razem) i poniekąd Zulki, która wprawdzie obecnie partnera nie ma, ale przecież jeszcze do niedawna związana była z niejakim Robalem. I z tego, co zrozumiałam, to nie był związek platoniczny. No właśnie. Czuję się nieco jak dziecko albo młodsza nastolatka. Zero doświadczenia (niekoniecznie w znaczeniu seksu), zero partnerów, zero kogoś do kochania. Tabula rasa, zdawałoby się. Tylko, że nie do końca. Może to i czysta karta, ale porysowana. Dorzućmy do tego jeszcze zero planów na przyszłość i macie oto obraz nędzy i rozpaczy – idealną kandydatkę na starą pannę, której w życiu nie wyszło. Zastanawia mnie, dlaczego tak jest. Czy jestem zbyt wybredna, zbyt „monogamiczna” czy… zbyt pechowa? Może ze mną coś jest nie tak? Chociaż nie wiem, co konkretnie. Nie jestem przecież ani jakimś obleśnym nerdem ani psychopatką dorabiającą w weekendy w rzeźni. Nie biję w twarz na dzień dobry ani nie reaguję na najmniejszą złośliwość podcinaniem sobie żył. Da się ze mną żyć, może nawet szczęśliwie. Tylko czemu nikt nie chce?

Jeżeli słynna teoria o dwóch połówkach pomarańczy jest prawdziwa i jeżeli gość zwany Bogiem istnieje, to chyba złośliwie turla moją drugą połówkę w niewłaściwym kierunku.

A to wszystko przez te jej zdjęcia… Co nie zmienia faktu, że życzę jej wszystkiego dobrego na nowej drodze życia. Bo to fajna dziewczyna.

 

 

Guns’N Roses – Don’t cry.

Reklamy

Rozdroże wątpliwości

Posted in Książę, Retrospekcje i refleksje on Kwiecień 18, 2010 by emerencjanna

Niniejszą notkę piszę z „winy” kolegi Gumiora, bo swoimi komentarzami pod poprzednim wpisem skłonił mnie do zastanowienia się nad pewną istotną… dla mnie? Dla mnie i Księcia?… kwestią.

Padło takie stwierdzenie: skoro się z tym wszystkim męczysz, skoro chcesz całą tą sprawę pchnąć do przodu – po prostu powiedz mu, co czujesz. I wydaje się to być bardzo logiczne. Jasna sytuacja, koniec z niepewnością, możliwość podjęcia skutecznych działań. Wielokrotnie układałam sobie w głowie taki scenariusz. Co by było, gdybym zdecydowała mu się jednak powiedzieć. Głównie przez ostatnie lato, kiedy pojawiła się poważne niebezpieczeństwo, że się wyprowadzi do innego miasta. Ale… No właśnie, jest jakieś „ale”. Dość duże, jak sądzę. Pamiętam, że wtedy – oczywiście – radziłam się w tej kwestii Mimi i zapytałam się jej, czy by faktycznie tak nie zrobić, gdyby się okazało, że jednak faktycznie wyjedzie. Ona bardzo zdecydowanie mi to odradziła. Powiedziała: jeśli tak zrobisz, spalisz mosty. Jeżeli nie będzie odwzajemniał twojego uczucia, będzie cię unikał, jak się tylko da i stracisz jakąkolwiek możliwość kontaktu z nim. A sama wiesz, jaki on potrafi być. I tu też jest sporo racji. Chociaż moje spostrzeżenia, jakoby czasami próbował przede mną umknąć, mogą być tą typową dla kobiet (czyli także i mnie) nadinterpretacją. Ale mimo to i mimo, że minęła już kupa czasu, nie potrafiłabym podjąć aż tak drastycznego kroku. Może boję się usłyszeć czegoś, co mnie zaboli, niekoniecznie słów znaczących „kochasz bez wzajemności”? Przecież ta nasza znajomość jest w gruncie rzeczy dosyć powierzchowna. Nie wiemy, jacy jesteśmy naprawdę, chociaż ja próbuję się tego dowiedzieć. Może on też? A może po prostu jestem takim babskim Werterem. Marzę o Księciu, o tych wszystkich chwilach, które chciałabym z nim spędzić, ale nie robię nic ponadto, bo jakby tak głębiej zajrzeć, to nie interesuje mnie on sam, ale uczucie, którym go darzę. W końcu te wszystkie oskarżenia, jakobym była wyzutą z uczuć (także wyższych) szmatą nie wzięły się z powietrza… Oj. Popadam w tym momencie w przesadę i w dołek.

I wszystko sprowadza się do tego, że najlepszym rozwiązaniem każdej z kwestii byłoby „wyznanie winy”. Ale… chyba nie czuję się jeszcze na to gotowa. Tchórzę. Tradycyjnie.

On my mind.

Posted in Książę, Smutki codzienności on Kwiecień 13, 2010 by emerencjanna
To nieprawdopodobne, z jaką siłą to potrafi wrócić.

Dochodzę do wniosku, że za dużo marzę o tym, co mogłoby być, a za mało robię, żeby mogło się zdarzyć naprawdę. I że to nie skończy się dobrze.

 

 

Myslovitz – Z twarzą Marylin Monroe.

Alleluja (i do przodu)!

Posted in Promyczki pozytywu on Kwiecień 3, 2010 by emerencjanna

Optymistycznie, chociaż wbrew zeszłorocznym planom nie będę miała przy sobie Księcia w tą Wielkanoc, życzę wszystkim moim czytelnikom dużo zdrowia, szczęścia (także w miłości), pomyślności w życiu zawodowym i osobistym, spełnienia marzeń z tymi najskrytszymi włącznie i… wiadomo, nie mogłabym tego nie życzyć – dużo, dużo i jeszcze więcej miłości, nie tylko na czas świąt. Bo, jak każdy z nas dobrze wie, to miłość (a nie forsa) wprawia w ruch ten świat i na niej ów świat stoi 🙂