Archiwum dla Styczeń, 2010

Telegram #10

Posted in Inni panowie, Smutki codzienności on Styczeń 24, 2010 by emerencjanna

Żyję. Jeszcze. Tylko co to za życie, jak to mędrcy mawiają. Oczywiście, zima mnie wykańcza, wysysa ze mnie energię i zamienia mnie w wampira. Śpię za dużo, za mało bywam. Myślę, jakby tu szybko i skutecznie zerwać pewną niewygodną znajomość. I jakaś stara miłość zardzewiała. Bo kiedyś faktycznie można byłoby stwierdzić, że kochałam, a teraz on się do mnie zwraca jak do szmaty. Fajnie, naprawdę.

Spokojnie. Nie chodzi o Księcia. Z nim… nie widziałam się od ostatniego razu. Może to i lepiej, bo nic się w związku z tym nie spierdoli.

Niziny

Posted in Książę, Smutki codzienności on Styczeń 3, 2010 by emerencjanna

Zaczął się nowy rok 2010. I tak sobie myślę, że jeżeli ma wyglądać cały jak jego pierwsze dni, to ja chyba idę zapaść w całoroczny sen.

Sylwestra spędziłam samotnie. W tym samym czasie Mimi bawiła się ze swoimi „najlepszymi przyjaciółeczkami”, to jest Diabliczką i Ewką Krzywy Dziób. Zaś Pati zgodnie ze swoją nową dewizą „zamienię cię na lepszy model” sprosiła Dzidkę, ale to akurat mało mnie obeszło. Stwierdziłam, że jeżeli rok w rok będzie sobie w takim stylu „wymieniała” przyjaciół, to nigdy nie będzie szczęśliwa. I bardzo, ale to bardzo mnie to cieszy. Ale Mimi… Mam wrażenie, że coraz bardziej zżywa się z tymi śliniącymi się kurewkami. Jeszcze rok temu to ja znajdowałam się pośród tych najważniejszych dla niej osób. Teraz też, ale dopiero za tą bandą dziwek.

A zaraz po dojściu do siebie po Nowym Roku poszłam do miejsca, w którym najczęściej spotykam Księcia. Nie było go. Za to pojawiła się Siksa. Ta pierwsza, ta z którą był, gdy się w nim zakochałam. I dokładnie ta, przez którą długo miałam obniżone poczucie własnej wartości (do momentu, kiedy się rozeszli – ha! ha! ha!). Momentalnie zapragnęłam znaleźć w torebce jakąś broń palną i strzelić ją prosto w jej nafaszerowany książkową wiedzą łeb. Swoją drogą przybyła akurat teraz, kiedy to w grudniu minęły dwa lata, od kiedy walczę o Księcia… Ma tupet, babsztyl.

 

Zaczynam dochodzić do bolesnego wniosku, że nie ma tam dla mnie miejsca. Ani przy Mimi ani przy Księciu ani przy nikim.