Archiwum dla Grudzień, 2009

Last Christmas, na na na na na…

Posted in Po prostu życie on Grudzień 25, 2009 by emerencjanna

Zapomniałabym, no ale cóż – w końcu są święta, a to nie jest czas na walenie w klawiaturę 😉

Życzę wam z okazji świąt Bożego Narodzenia, które podobno są świętami miłości i spokoju, właśnie miłości i spokoju. A reszta pójdzie jak z górki.

 

A czemu taki tytuł? Bo w sumie trochę tak jest. Wprawdzie nie „last Christmas”, a trochę wcześniej, ale jednak „I gave him my heart” i faktycznie coś mi się zdaje, że „him gave it away”… Ale to nie istotne. Świętujcie z radością 🙂

Inaczej jest.

Posted in Książę, Smutki codzienności on Grudzień 10, 2009 by emerencjanna

Znowu się zaczęło.

Ogarnęła mnie niewyrażalna tęsknota za jego obecnością. Obrzydliwe wręcz pragnienie dotyku, przytulenia. Pragnienie. Tak. To dobre słowo. Mogłabym powiedzieć, że nawet pożądanie. Na odległość.

Wiem, że to idiotyczne. Ale dzisiaj czuję się jakoś szczególnie samotna i słaba na tym wielkim, głupim świecie. I w tym zimnym łóżku, do którego położę się spać za parę godzin.

Musiałam komuś się wygadać. Padło na Mimi. „Pocieszyła” mnie, że u niej taka sytuacja z „tym najważniejszym” trzymała dwa lata. U mnie dwa mijają właśnie w tym miesiącu. Śmieszne. Chociaż chyba jest pewna różnica. Oni byli bliżej. Już na samym początku mieli układ, do którego ja… a może my?… w każdym razie który jest dopiero teraz. I w dodatku nie mam pewności, czy jest naprawdę, czy tylko sobie znowu coś uroiłam.

Czuję, że dzisiaj po prostu muszę się napić. Czyli będzie tak, jak najbardziej „lubię” – wanna, alkohol i śpię.

Oh… yes?

Posted in Książę on Grudzień 8, 2009 by emerencjanna

Wiecie co? To wszystko było jak w tym filmie – „To nie tak, jak myślisz, kotku”.

Bo on się wcale nie wykręcał, a brak kontaktu wynikał ze złośliwości przedmiotów martwych, w tym konkretnym wypadku chronicznie zepsutego telefonu i skasowanej książki adresowej. Z rozbrajającą szczerością, kilkakrotnie w ciągu rozmowy powtarzając, że kilka aparatów z rzędu mu nie chciało działać, ze wszystkiego się wytłumaczył. I… może i jestem naiwna. Ale cała złość mi przeszła jak ręką odjął.

Dałam mu swój numer. Możliwe, że i to nie było najmądrzejszym posunięciem, ale skoro padło stwierdzenie, że „jeszcze się umówimy”, to czemu by trochę nie pomóc szczęściu? 😉

To wszystko oczywiście nie zmienia faktu, że prawdopodobnie zachowałam się jak idiotka. Gdy siadł w towarzystwie kolegów (i panny Koleżanki, rzecz jasna), nie byłam w stanie do niego podejść i rzucić takie zwykłe: „Słuchaj, sorry, że przeszkadzam, ale mogę cię porwać na chwilę?”. Nie potrafię tego wyjaśnić… Może po prostu nie uważam, żeby wpieprzanie się między wódkę a zakąskę było na miejscu? Tak czy siak dopadłam go dopiero, kiedy odszedł od nich na chwilę, tuż przed moim wyjściem z imprezy. Wolę nie myśleć, jak to wyglądało.

Oh, my God!

Posted in Książę on Grudzień 6, 2009 by emerencjanna

To już dziś. To już dziś. Powiedziałabym, że się cieszę, tylko że nie do końca tak jest. Bo niby zapowiada się miła impreza, bo niby spotkam paru znajomych… No. Ale spotkam też Księcia, któremu będę musiała wygarnąć. Ewentualnie zrobić małą awanturkę, jeżeli nie będzie raczył się tłumaczyć. Próbuję sobie wmówić, że jestem cholernie pewna siebie, bo jestem przygotowana na dwie wersje wydarzeń. Tylko, że to nie daje gwarancji, że wszystko pójdzie zgodnie z (moim) planem. Bo zawsze może się zdarzyć wersja trzecia lub czwarta. No i ta, do stu diabłów, koleżanka… Albo Koleżanka. Nazwijmy ją tak. To dokładnie ta sama, z którą był wtedy, na tej pieprzonej herbacie. Węszę spisek. Albo po ludzku ujmując – że mi znowu jakaś zdzira Księcia podbiera. Tylko, że tym razem tą zdzirę lubię (a przynajmniej lubiłam) i tym razem ta zdzira z nim pracuje. Szczególnie, że niedawno wybrałam się na pewną imprezę, żeby odreagować te wszystkie problemy, nieudany wyjazd z dziewczynami i takie tam inne. I byli tam. Razem. I w dodatku zachowywali się… no, jak to się mówi… trochę niedwuznacznie? Koleżanka, nie Koleżanka, chyba wdrożę metody przedstawione w piosence Justyny Szafran „Łagodna„. Szczególnie te z trzeciej zwrotki.

Trzymajcie za mnie kciuki. Albo nie trzymajcie, jak tam chcecie.