Archiwum dla Listopad, 2009

Oh, no!

Posted in Książę, Po prostu życie on Listopad 29, 2009 by emerencjanna

Archlich, za szybko mi pożyczyłeś.

Nigdzie nie jedziemy. Buła w szpitalu, Magda nie chce. Jedyne pocieszenie jest takie, że nie wpadnę na Sindbada i ten problem mam tymczasowo z głowy.

Swoją drogą to dość marne pocieszenie, bo zamiast konfrontacji z Sindbadem będę miała starcie z Księciem. Teraz już nie będzie mógł spieprzyć bez słowa wyjaśnienia.

W dodatku ostatnio zwaliło się na mnie morze wszelakich komplikacji. Stanowczo za dużo jak na moją biedną głowę. Jak nie urok, to sraczka, za przeproszeniem.

Telegram #9

Posted in Inni panowie, Po prostu życie on Listopad 23, 2009 by emerencjanna

Donoszę uprzejmię, iż żyję. I że planuję porachunek z Księciem, ale zostało do niego jeszcze sporo czasu. O ile nie napatoczy się wcześniej, bo wtedy nie będzie o co się rachować, a może i z kim… Dobrze, to ostatnie to był żart. Bardzo kiepski żart. Poza tym wzmacniam się psychicznie przed wyjazdem wprost do paszczy lwa, któremu na imię Sindbad, uśmiecham się krzywo na próby ponownego przypodobania mi się, jakie czyni panienka Pati, zacieśniam więzi ze znajomymi, w tym z Zulką i Tadzikiem, na horyzoncie widzę kolejne spotkanie z Archie’m (chociaż nie wiem, czy warto dalej się bić o chemię, której nie ma i nie będzie)… Po prostu – żyję.

Telegram #8

Posted in Inni panowie, Smutki codzienności on Listopad 8, 2009 by emerencjanna

Smutne wnioski do mnie przywędrowały wraz z listopadem. Na przykład że wymagam miłości od świata, którego ja sama wcale nie kocham. I jak tu się dziwić brakowi wzajemności? Chociaż z drugiej strony ciężko obdarzyć uczuciem coś, do czego się nie ma przekonania. I weź tu się zdecyduj, człowieku, po jakiej opcji się opowiedzieć.

A tak z innych rzeczy, to szykuje mi się w grudniu kolejny wypad z Bułą i Magdą. Bardzo się cieszę, aczkolwiek tą radość mąci pewien drobny fakt. Wiem, że będzie tam też Sindbad. Ten głupi Sindbad, który mnie olał, którego z tego powodu już jakiś czas temu skreśliłam i bez którego żyje mi się całkiem nieźle. A tu wszystko wskazuje na to, iż dojdzie do rozdrapania starej rany. Ja o nim właściwie zapomniałam, nie chcę też, by on mnie pamiętał. A jeśli pamięta? Jeśli skojarzy? Co zrobić, jeśli tak się stanie? Mimi wprawdzie obiecała wsparcie na odległość, ale nie wiem, czy to wystarczy…

I ostatnio śnił mi się Kociooki. Chyba naprawdę mi odbija.