Iritation.

Ostatnio chodzę tak nabuzowana, rzekłabym nawet wkurwiona, że nie mam ochoty nawet pisać na bloga. Nie dość, że pogoda nie dopisuje, to w dodatku ostatnio zaczęło mi szwankować zdrowie i chodzę po lekarzach. Naturalnie sprawy uczuciowe też się nie układają. Na zasadzie, że jak się wali, to wszystko. Chociaż nie. „Wali” to zbyt mocne słowo. Raczej „powoli się sypie” byłoby właściwsze. Szpila zamierza odwiedzić moje okolice, zaś ja wcale nie mam ochoty się z nim widzieć. Mareczek mierzi mnie, okazując publicznie miłość swojej dziewczynie. A niby „dawno i nieprawda”. Ironia, czyż nie? Nie miałam szczęścia napotkać Księcia i mu nawygarniać, a ogromną mam na to ochotę. Za to ciągle w drogę włazi mi Pati i pieni mnie niemiłosiernie. Chyba nadal realizuje swoją idiotyczną koncepcję udawania, że nic się nie stało. Gdyby nie Buła, która przekonuje, że nie warto, już dawno bym ją pewnie zaszlachtowała. Ale rozumie. Zulka też. Okazuje się, że wielu ludzi drażnią istoty epatujące głupotą. To chyba dobrze, bo to znaczy, że wielu jest ludzi inteligentych, a że nie trafiam na wszystkich na raz, to wcale nie znaczy, że nie istnieją.

Bełkoczę. Ostatnio boli mnie właściwie większość części ciała, to pewnie dlatego. Rozsypuję się na „starość” albo dopiero wchodzę w wiek o nazwie „jeżeli nic cię nie boli, to znaczy, że nie żyjesz”. Że też teraz dolna granica jest tak obniżona. Pokolenie młodych staruszków, u licha!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: