Archiwum dla Październik, 2009

Iritation.

Posted in Smutki codzienności on Październik 31, 2009 by emerencjanna

Ostatnio chodzę tak nabuzowana, rzekłabym nawet wkurwiona, że nie mam ochoty nawet pisać na bloga. Nie dość, że pogoda nie dopisuje, to w dodatku ostatnio zaczęło mi szwankować zdrowie i chodzę po lekarzach. Naturalnie sprawy uczuciowe też się nie układają. Na zasadzie, że jak się wali, to wszystko. Chociaż nie. „Wali” to zbyt mocne słowo. Raczej „powoli się sypie” byłoby właściwsze. Szpila zamierza odwiedzić moje okolice, zaś ja wcale nie mam ochoty się z nim widzieć. Mareczek mierzi mnie, okazując publicznie miłość swojej dziewczynie. A niby „dawno i nieprawda”. Ironia, czyż nie? Nie miałam szczęścia napotkać Księcia i mu nawygarniać, a ogromną mam na to ochotę. Za to ciągle w drogę włazi mi Pati i pieni mnie niemiłosiernie. Chyba nadal realizuje swoją idiotyczną koncepcję udawania, że nic się nie stało. Gdyby nie Buła, która przekonuje, że nie warto, już dawno bym ją pewnie zaszlachtowała. Ale rozumie. Zulka też. Okazuje się, że wielu ludzi drażnią istoty epatujące głupotą. To chyba dobrze, bo to znaczy, że wielu jest ludzi inteligentych, a że nie trafiam na wszystkich na raz, to wcale nie znaczy, że nie istnieją.

Bełkoczę. Ostatnio boli mnie właściwie większość części ciała, to pewnie dlatego. Rozsypuję się na „starość” albo dopiero wchodzę w wiek o nazwie „jeżeli nic cię nie boli, to znaczy, że nie żyjesz”. Że też teraz dolna granica jest tak obniżona. Pokolenie młodych staruszków, u licha!

Od niechcenia

Posted in Smutki codzienności on Październik 15, 2009 by emerencjanna

Tak. Bo Polskę opanował atak przedwczesnej zimy, a niskie temperatury, hulający wicher oraz deszcz ze śniegiem zaczynają mnie skutecznie pozbawiać energii.

Planowałam wyjście na piwo z Zulką i Aśką. Nie wyszło. Tadzik nie dotarła z powodu takiej a nie innej pogody, zaś Zulka ze swoją słabą odpornością unika niepotrzebnego wychodzenia, gdy temperatura wynosi mniej niż 8 stopni Celsjusza. Trochę szkoda, chociaż i mi wychodzić się nie chciało, bo ostatnio mam wielką potrzebę napicia się w dobrym towarzystwie.

A swoją drogą – nie przedstawiłam jeszcze Asi zwanej inaczej Tadzikiem. Razem z Zulą zapoznałyśmy nową koleżankę i wygląda na to, że nasza znajomość może się utrzymać, bo wygląda na całkiem porządną dziewczynę. Tak, wcielam w życie moją politykę szukania sobie nowych, lepszych modeli kolegów i znajomych. I politykę wysprzątywania ze swojego życia nieszczerej Pati. Kilka dni temu (zresztą utwierdzona w słuszności tego działania przez Tadzia) wysprzątałam – nie bez satysfakcji – niemal wszystkie sms-y od niej i do niej, które dotychczas mimo niekiedy i dwóch lat od wysłania przechowywałam na komórce. Bo od przyjaciółki, bla bla bla… Teraz są już bezwartościowe, biorąc pod uwagę, jak nasza przyjaźń się skończyła i przez co. Tyle było pięknych słówek i co? I gówno, bo puste słowa dokładnie tyle znaczą.

Wspólne zdjęcia, o ile nie zaplątał się na nich ktoś inny, kto póki co jest mi w jakimś stopniu drogi, wylądowały w osobnych folderach. Bo żal mi kasować, a jakoś ukryć przed moim wzrokiem to trzeba. Może kiedyś będę się z tego śmiać. Z tego albo z Pati, jeśli zgodnie z moimi przewidywaniami inni się na niej poznają i odwrócą się od niej. Ale teraz jeszcze nie.

Telegram #7

Posted in Inni panowie, Promyczki pozytywu on Październik 9, 2009 by emerencjanna

Wypad weekendowy się udał. Może i dlatego, że parę rzeczy zostało wyjaśnionych, a parę innych sobie uświadomiłam. Buła to całkiem niezły materiał na przyjaciółkę, w dodatku chętny, także można próbować. A Pati… Cóż. Po rozmowach z Bułeczką i Magdą doszłam do wniosku, że chyba tak się musiało stać. Lata minęły, ja dojrzałam, a ona ani trochę. W tej sytuacji przyjaźń nie miała żadnych szans. Oczywiście o ile w ogóle to była przyjaźń.

Aha. I wbrew oczekiwaniom nie rozkleiłam się po spotkaniu z Mareczkiem. Czyli chyba jest dobrze.