Little pains

Z jednej strony dobrze. Bo się w życiu układa, sprawdzeni kumple dopisują i w ogóle „lukier, miód, liryczne cudo”.

A z drugiej… Wbrew obietnicom Książę nadal się nie odzywa. I ze Szpilą jest coraz gorzej. Wprawdzie zarówno Buła, jak i Czarna czy Huxley wyraźnie dają mi do zrozumienia, że nie warto już się wtrącać, tylko należy czekać, aż wreszcie chłopak sięgnie dna, wszystkim podpadnie i dopiero taki szok uświadomi mu, że robi głupio, ale mi jest tak ciężko…

Wniosek jest prosty. „Terapia szokowa” boli też tych, którzy jej dokonują.

Advertisements

komentarze 4 to “Little pains”

  1. No ba. Chyba, że jest się chłodnym, bezuczuciowym naukowcem, a terapię testuje się na szczurach 😉

  2. Ale patrz. To bez sensu. Wiem, że chcę dla niego dobrze i robię dobrze (a przynajmniej najlepiej w tym wypadku), a tak źle się z tym czuję.

  3. Po prostu nie możesz patrzeć, jak osoba która była Twoim przyjacielem się stacza.

  4. To też. Ale mi bardziej chodziło o to, że boli mnie fakt, iż żeby mu pomóc, muszę się do niego odwrócić plecami.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: