Foggy

Taki durny dzień dzisiaj. Dziwny. Znowu zamieniam się w rozkojarzoną, zaciętą w środku nieszczęśnicę. Powoli, ale jednak.

Po pierwsze Książę. Pokomplikowało się, a przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Mimo obietnicy nie odezwał się. Ostatnio znajomy do niego zadzwonił w jakiejś sprawie. I ponoć powiedział, że w przyszłym tygodniu będzie w mieście i że ma tu parę spraw do załatwienia. W zestawieniu z groźbą zmiany pracy i wymuszonej przeprowadzki nie zabrzmiało to najlepiej. Spanikowałam strasznie i z miejsca głowa wypełniła mi się dziwnymi pomysłami, które na szczęście szybko wybiła mi z niej Mimi. Wprawdzie jest daleko, dalej niż zwykle, ale od czego są telefony? Doradziła, żeby panować nad sobą i nie dać się zaskoczyć. Zastanawiam się czasem, co ja bym zrobiła bez tej twardo stąpającej po ziemi kobiety. Tak czy siak trzyma kciuki. Za nas.

Po drugie… właśnie Mimi. Wybrała się na dłuższą eskapadę w towarzystwie, od którego w większości wolałabym ją uchronić. Naturalnie pojechała ze swoją przyjaciółką, panną Niką-chorągiewką, co to okręci się, jak jej zawieją. Oprócz niej zabrały się z nimi trzy wybitne inaczej osobistości, członkinie kółeczka wzajemnej adoracji – Malutka, Diabliczka i Ewka Krzywy Dziób. Aż się zdziwiłam, że tą pierwszą i jeszcze mocno nieletnią rodzice w ogóle wypuścili. Dobra, ja tam się im w wychowanie dziecka nie wtrącam. Jak sami nie potrafią zrobić ze swojej jedynaczki porządnego człowieka, to ja im raczej nie pomogę. Bo jak na razie zdecydowanie mi się wydaje, że mam do czynienia z efektem całej serii błędów wychowawczych. Mały, pyskaty gówniarz. Zresztą starsze przyjaciółki też nie lepsze, bo w zasadzie Malutkiej pewne rzeczy można wybaczyć z racji młodego wieku, a one – właściwie dorosłe – zachowują się identycznie. Jak nieletnie smarkacze. Założyły sobie własną grupkę, nazwały się „siostrami” i nic, tylko jedna drugiej w tyłek włazi bez wazeliny albo całe godziny spędzają na rozmowach o męskich dupach. Dziewczynki na etapie Hanny Montany może tak robią. W starszym wieku to żenada. Ewka to jeszcze przypadek szczególny ze względu, iż wcale nie nazywa się Ewa, ale tak się przedstawia i tak się każe nazywać, „bo tak fajniej”. I naturalnie wydaje im się, że przez to, co wyprawiają, są strasznie zajebiste. A nie są, co oczywiste i co obśmiewamy z Bułą, jeśli czasem przypadkiem rozmowa zejdzie na temat „siostrzyczek”. Ktoś stwierdzi, że to typowe parapety i trzeba je olać, co na codzień czynię. Ale jak tu ignorować, kiedy hołota zaczyna ci się kleić do przyjaciółek? Jakby nie wystarczyło to, że Pati nadal trwa w komitywie z lizusem Dusią i na dokładkę zapoznaje się z jej niedorozwiniętymi koleżankami. Nie podoba mi się to, zdecydowanie. Chociaż o to, czy czasem mi tej mojej Mimi nie wykoleją, martwię się mniej niźli o to, czy farbowany aniołeczek nie zepsuje mi Pati. Bo Mimka pamięta. Dzisiaj sama z siebie wysłała mi sms-a, którego wcale wysyłać nie musiała. Że właśnie stoi pod domem… Archiego. Tak, bo do jego rodzinnego miasta ją z tą bandą wywiało. I to chyba jednak coś znaczy. Tak samo jak to, że podczas wycieczki chciała wysłuchiwać o moich kłopotach sercowych.

 

Dziwny, dziwny, dziwny.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: