Telegram #4

Spotkanie z Czarnulkiem wbrew moim obawom obyło się bez gotowania się w środku lub wyrywania męskości. Aż sama się sobie dziwię, że po tym wszystkim, o czym się dowiedziałam, obciążona straszną wiedzą niczym ołowiem, potrafiłam ją wypchnąć gdzieś na granice świadomości i zupełnie bez udawania uśmiechać się do niego, żartować… Chociaż przeraża mnie wciąż, jak to jeden człowiek może być jednocześnie cudownym gościem i strasznym chujem.

A co do Kociookiego (bo też tam był… taki urok posiadania znajomych, którzy kumplują się między sobą) to tak sobie pomyślałam, że – cholera! – erotyczna fascynacja erotyczną fascynacją, ale skoro sama „realna” znajomość wcale się nie rozwija, to może najwyższy czas o nim zapomnieć? Ciężko będzie, ale w sumie czy warto zaprzątać sobie głowę żonatym facetem, choćby był nie wiem jak cudowny?

Książę? Dalej się nie odezwał. Czyli bez zmian.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: