Archiwum dla Lipiec, 2009

Głupoty.

Posted in Promyczki pozytywu on Lipiec 30, 2009 by emerencjanna

Doszłam do wniosku, że trzeba rozładować tu atmosferkę jakąś przyjemną „krotochwilą”, a i zająć sobie czymś czas i odwrócić uwagę od zamartwiania się oraz gdybania. Z braku bardziej wyrafinowanych pomysłów stwierdziłam, że pożyczę sobie koncept od kolegi Archlicha i zajrzę sobie do wordpressowej opcji „Frazy wyszukiwarek” – czyli co ludzie wpisali w Google, że trafili aż tutaj 😉 W sumie po wypisaniu wszystkich oraz dodaniu swoich komentarzy wyszedł z tego maraton mojego suchego poczucia humoru. No cóż, niech już będzie 🙂 No to jedziemy…

 

emerencjanna – no tak. To logiczne.

złe dziewczynki – … idą na zakupy.

zawsze jest troszke inaczej chociaż to z – bla, bla, bla.

piterekd – oho, ktoś robi karierę na moim grzbiecie 😉

siksy – …wybić należy

jak być ciekawym człowiekiem – też chciałabym to wiedzieć

utrata głowy – niemiła przypadłość

chude kobiety – „Brzyyydal!”

naprawde zajebista kobietka – to o mnie? Ojej, teraz będę czerwona 😉

emerencjanna wordpress – kto mnie wołał, czego chciał?

inwektywa słownik – PWN

siostra miłosierdzia – sprząta, pierze i się kręci jak Koło Gospodyń Wiejskich.

rubaszne życzenia urodzinowe – hoł, hoł.

someday somebody – Do you speak English?

miedzy nami nie ma juz nic – zapachniało Feelem.

otworzyłam ci – drzwi? okno? balkonik?…

rozpychanie dziewczyn – yyy… Ty brutalu.

dla kogo warto żyć – też chcę to wiedzieć!

„otworzyłam ci” – tak, wiem, dosłyszałam.

zasmarkana cizia – może Velvet?

przysłowia polskie-jacy powinni być ludz – …ie 😉

niecelny rzut – lepszy niż samobój

między nami już nic nie będzie – eh, why so serious?

no fear oczy – Kali mówić angielski.

ciekawy człowiek – 🙂

mam ochote cie tulić – no to tul.

mam ochotę kogoś tulić tak bardzo – NO TO TUL, NO!

bo bez tego nigdzie nigdy nic – ciekawa forma gramatyczna.

w moim śnie cudownym – o, Maanam.

czy już wiesz dla kogo warto żyć – ktoś tu się powtarza.

między nami mówiąc nic – nic mówiąc nami między.

michał pestka – pestka, Pestka, nie znam.

jestem małą, pieprzoną zazdrośnicą. – no bo jestem, co tu kryć.

w moim snie – oł je.

co to jest sadness – polecam słownik.

something co to znaczy – …

something like sadness – logiczne.

I na koniec dwa całkiem świeże, które mnie powaliły:

paniewolne – wolnepanie?

abo-ali.com – „Nie bilet, Ali Baba”.

 

 

Głupie, ale humor poprawia bardzo. Szczególnie, że wychodzi na to, iż jestem albo słownikiem polsko-angielskim albo polską komórką Al-Kaidy, bo się Araby mną zainteresowały… 😉

Reklamy

Dwie pieczenie na jednym grillu

Posted in Książę, Smutki codzienności on Lipiec 28, 2009 by emerencjanna
Bo będzie o dwóch rzeczach na raz. Czasem jednak lubię pójść na łatwiznę 🙂

 

 

I

Tak. Jestem niecierpliwa i wszystko muszę mieć już, teraz. Od małego tak mam. I dlatego dręczy mnie niesłychanie jedno pytanie: dlaczego jego cholerna Książęca mość nadal się nie odezwał? Z drugiej strony odzywa się ni to racjonalizm, ni to czarnowidztwo. Może wkurzył się na to wszystko, pojechał do rodziców do zupełnie innej części Polski i „da głos” bliżej końca wakacji. Może posiał moje namiary i nie ma jak się odezwać. Może przeginam.

 

II

Ostatnio też zastanawia mnie inna rzecz. Czy w przyjaźni jest miejsce na coś takiego, jak „pięknym za nadobne”. Bo zbliża się, wielkimi krokami, pewna ważna dla mnie rzecz i przypomniało mi się, jak to pół roku temu też czekałam na coś bardzo ważnego i jedna osoba wszystko spieprzyła (wypłakiwałam się wtedy w notce o wymownym tytule „Głęboki bezsens” – podaję linka, bo może treść przybliży powagę sytuacji). Myślę, że teraz mogę to powiedzieć – tą osobą była Pati. Moja ponoć zdeklarowana przyjaciółka. Sam fakt, że to za jej sprawą moje plany poszły do diabła, może nie byłby taki rażący, gdyby wynikał z nieświadomości i gdybym to magiczne słówko „przepraszam” usłyszała od razu. A tak cała sytuacja wyniknęła z – nie przymierzając – głupoty Pati, a przeprosiny otrzymałam dopiero po wyraźnej sugestii z mojej strony, że mi się one należą. I tak sobie teraz myślę – złośliwie odpieprzyć jej identyczny numer, żeby zobaczyła, jak to boli i żeby raz na zawsze zapamiętała sobie, że tak się po prostu nie robi? Ale nie wiem, jak ona zareaguje. Może się okazać, że w ten sposób pozbędę się przyjaciółki. Nieodpowiedzialnej, trochę niedojrzałej, ale której jednak coś zawdzięczam. Z drugiej strony czuję przez skórę, że jeżeli pozostawię tamto wydarzenie bez żadnej riposty, może się to skończyć tylko w jeden sposób – kolejnym takim „wyczynem” mojej drogiej przyjaciółeczki. Może nawet bardziej dla mnie bolesnym (chociaż już tamto bolało, że chuj).

I weź bądź tu mądry.

 

Telegram #4

Posted in Inni panowie on Lipiec 21, 2009 by emerencjanna

Spotkanie z Czarnulkiem wbrew moim obawom obyło się bez gotowania się w środku lub wyrywania męskości. Aż sama się sobie dziwię, że po tym wszystkim, o czym się dowiedziałam, obciążona straszną wiedzą niczym ołowiem, potrafiłam ją wypchnąć gdzieś na granice świadomości i zupełnie bez udawania uśmiechać się do niego, żartować… Chociaż przeraża mnie wciąż, jak to jeden człowiek może być jednocześnie cudownym gościem i strasznym chujem.

A co do Kociookiego (bo też tam był… taki urok posiadania znajomych, którzy kumplują się między sobą) to tak sobie pomyślałam, że – cholera! – erotyczna fascynacja erotyczną fascynacją, ale skoro sama „realna” znajomość wcale się nie rozwija, to może najwyższy czas o nim zapomnieć? Ciężko będzie, ale w sumie czy warto zaprzątać sobie głowę żonatym facetem, choćby był nie wiem jak cudowny?

Książę? Dalej się nie odezwał. Czyli bez zmian.

Histeryjka

Posted in Inni panowie, Książę on Lipiec 19, 2009 by emerencjanna

Najpierw miałam jeden wyjazd, niewiele później drugi, znacznie dłuższy. Po takim urlopie poczułam się jakby lepiej. W takim sensie, że mam więcej sił do stawiania czoła, rozpychania się łokciami czy jak tam to się nazywa. Bo pewne rzeczy zaczęły się właściwie układać. Na prawie dwa tygodnie odcięłam się od Internetu i świetnie, bo rozbrat z tym przydatnym, ale piekielnym wynalazkiem czasem dobrze robi. Chociaż wróciłam do domu, sprawdziłam skrzynkę mailową i się rozczarowałam. Nie było tego, na co czekałam i czekam – wiadomości od Księcia. A tak się wyrywał, że napisze. Tak się wyrywał, że się odezwie. I co? Jajeczko na miękko. Boję się, że zapomniał, a ja mu nie przypomnę, bo przynajmniej przez najbliższy miesiąc nie mamy żadnych szans, żeby się spotkać. I że skończy się tak, jak to było z nieszczęsnym Sindbadem wieki temu. Chociaż szczerze mówiąc, to Sindbadowi nie zależało – a Księciu najprawdopodobniej tak.

Z innych nowości lub nowocześnie mówiąc niusów – w najbliższym czasie czeka mnie kolejne tego lata spotkanie z Czarnulkiem. Najgorsze, bo niestety wiem o nim od jakiegoś czasu zbyt dużo, a za żadne skarby świata nie mogę dać tego po sobie poznać. Tak, to okropne i chore – masz ochotę wyrwać człowiekowi pewien narząd rozrodczy, a musisz zgrywać, że go kochasz i na swój sposób lukrować każde słowo. U licha, jak ja sobie poradzę?

Aha. I coś jeszcze, o czym nie wspominałam dotychczas. Szpila u mnie poległ. Poległ na całej linii, jak świat długi i szeroki. Jak go dotychczas chociaż trochę szanowałam, tak teraz przestałam. Niemal momentalnie. Skoro najwyraźniej on mnie nie, to po co w sumie… Wyszło szydło z worka, okazało się, jakie Szpila ma ciekawe pomysły i jak bardzo słucha tego, co się do niego mówi. Powiem prościej, bo tak to nie jest do końca jasne: Szpila robi źle. Marnuje swoje talenty i energię na rzeczy, która nie przynoszą mu żadnej chluby. Coraz więcej osób wokół niego mu to mówi. On upiera się, że sprawia mu to przyjemność, chociaż jeszcze jakiś rok temu by tak pewnie nie powiedział. I (co chyba najśmieszniejsze lub najżałośniejsze) gani innych za rzekomo złe postępowanie, samemu robiąc niemal to samo. Już zupełnie pominę to, że nie mając żadnych lepszych argumentów czepia się (czepia się, on, człowiek, który nigdy wobec nas tego nie robił!) naszego rzekomego pesymizmu i skłonności do narzekania. Nie przedstawiana jeszcze nigdy na łamach tego bloga moja koleżanka Czarna dosadnie określiła taką postawę byciem idiotą, Aldous wspomniała o powolnym sięganiu dna, Dzidka zdecydowanie nie pochwaliła… Nawet Bułeczka (kolejna nie przedstawiona jeszcze koleżanka), która zawsze była bardzo za Szpilą, stwierdziła, że to, co on wyprawia, to jest głupota. Ba. Nawet posunęła się do stwierdzenia, że Pan Szpila jest metaforyczną, ale dziwką. „Bo daje dupy na prawo i lewo”. Bolesne określenie, tym boleśniejsze, że prawdziwe. Zupełnie nie rozumiemy, co się z nim dzieje. Zmienił się chłopak, zmienił zdecydowanie na gorsze. Biorąc pod uwagę, że jednak trochę mu zawdzięczam, coś mnie tam kłuje w środku, gdy sobie pomyślę, że z dnia na dzień tracimy kumpla. I w zasadzie nie wiadomo, dlaczego. Bo wcześniej nigdy nie był taki. Albo dobrze się krył albo stało się coś, o czym póki co nie wiemy…

 

Głupie to. Głupie, bo nie rozumiem.

Telegram #3

Posted in Smutki codzienności on Lipiec 3, 2009 by emerencjanna

Wróciłam z kilkudniowego wyjazdu i niby jestem trochę bardziej wypoczęta.

Przekonałam się, że wśród ludzi jest stanowczo za dużo debili.

Książę od ostatniego spotkania milczy.

 

Nihil novi.