No fear.

Konfrontacja z Księciem zbliża się nieubłaganie. I właśnie okazało się, że na placu boju będę stać totalnie sama. Pati najpierw powiedziała, że tak, że pójdzie ze mną. Dzisiaj wyszło, że z jakichś niejasnych powodów nie może. Nie boli mnie to, że nie przyjdzie, a te „niejasne powody” właśnie. Tym bardziej teraz, gdy coraz częściej wątpię w szczerość moich tak zwanych przyjaciół i podobnie coraz częściej miewam wrażenie, że Pati przedkłada ponad mnie, teoretycznie jedną z najbliższych przyjaciółek, różne mistrzynie świata we wchodzeniu w tyłek bez wazeliny.

Boję się i szukam podpórki, bo wiem, jak to z nami jest. Nieśmiała pani, nieśmiały pan, gdy już na siebie wpadną, to każde zapomina języka w gębie i całe spotkanie kończy się tak, że nic z tego nie wynika. Chciałabym to przerwać, doprowadzić do tego, żeby coś pozytywnego z tego wynikło, a zdaję sobie sprawę, że w krytycznym momencie podświadomość może przejąć władzę nad wyćwiczoną świadomością i będzie tak, jak zwykle.

Nie ufam Sieci. W zasadzie chyba nie ufam nikomu. Rzadko drogą internetową pytam ludzi o radę w prywatnych, uczuciowych sprawach (innymi drogami też tego nie robię, za co dostaję od życia po uszach, ale to temat na inną historię). Dzisiaj się przełamię i to zrobię. Chociaż ci, którzy poświęcają drobiny cennego czasu na przeczytanie tego, co ja tu wyrzucam, nie mają w mojej wyobraźni postaci innej niż obrazki z ich awatarów. Ale za to potrafią mądrze, z punktu widzenia osoby stojącej obok, zwrócić uwagę na pewne rzeczy. Tak więc proszę. Albo nie, błagam. Błagam o dobrą radę. Nawet najbanalniejszą. Ucieszy mnie każda wskazówka, która mogłaby mi pomóc. Bo mi raz w życiu, do kurwy nędzy, na czymś naprawdę zależy.

Reklamy

Komentarzy 7 to “No fear.”

  1. Jak to mówią, przychodzi czasem w życiu taki czas, że trzeba albo srać, albo oswobodzić kibel.
    Skoro oboje jesteście nieśmiali, a i ja mam taki problem, trzeba liczyć na siebie i tylko na siebie. Każdą myśl o niepowodzeniu dusić w zarodku i świecić oczami, podtrzymywać rozmowę i za cholerę się nie poddawać. Ja wiem, jak to wygląda, wytarte hasła, ale to naprawdę działa, jeśli człowiek uwierzy.
    A brak odwagi, jeśli nie da się go zwalczyć niczym innym, można zwalczyć setką. Chociaż to ostateczność 😉

  2. Dziękuję ślicznie. Od początku tygodnia wmawiam sobie, jaka to jestem cwana i wygadana. Trochę działa, więc może do momentu spotkania wszystkie „wytarte” hasła zacznę traktować jako normę, która zadziała 😉

  3. Uwierz mi, jeśli nic naprawdę niespodziewanego się nie wydarzy, to zadziała 😉

  4. E, a co to się stało, że się z Księciem sam na sam spotykasz? Bo chyba mnie coś ominęło 😛

    Napisz sobie na kartkach co chcesz mu powiedzieć i jak nie będziesz mogła wydusić z siebie ani słowa, to mu je podsuniesz. O.

  5. Black Ops Says:

    Jak już zupełnie nie ma o czym mówić, bo nieśmiałość i stres zjada obie strony, to zawsze można porozmawiać o tej…. nieśmiałości i stresie. I obśmiać je jako nienaturalne.

    Zazwyczaj jasne postawienie i zwerbalizowanie problemu zdecydowanie ułatwia rozwiązanie sytuacji…

    Inne pytanie to: czego właściwie spodziewasz się po tym spotkaniu? Czym jest to „pozytywne zakończenie”?

  6. @Shinigami – jako, że nie jestem internetową ekshibicjonistką i nie udostępniam całego swojego życia w Sieci, a tylko jego część, to dużo cię omija 😛
    @Black Ops – może za duże oczekiwania. Ale spodziewam się… w sumie pogłębienia tej (póki co) luźnej znajomości?

  7. Black Ops Says:

    Jak myślę o pogłębianiu znajomości, to mi się taki typowo amerolski obraz z gatunku „on odprowadza ja do domu. Stoją na stopniach jej kamienicy, oboje niepewni, co powinni zrobić. Oboje walczą z pokusą rzucenia się na to drugie i wpicia się wargami w tamte wargi… czy liczą, że ktoś zwerbalizuje to klasyczne ‚a może wpadniesz na drinka?’…”

    …ale u nas kamienice nie mają zazwyczaj takich czaderskich schodów jak na Manhattanie…

    Jakiego scenariusza byś sobie nie założyła, i tak najprawdopodobniej pójdzie w krzaki już w 15 minucie spotkania. Niby z jednej strony – warto wyznaczać sobie cele, kamienie milowe, które chcesz zrealizować – ale z drugiej – to tylko stresuje dodatkowo. A zwykłe, proste powiedzenie „bądź sobą” pewnie ni groma nie pomaga, co?

    Ale… jeśli to ma być pogłębianie i takie tam, to zdecydowanie dobrze, że kumpela nawaliła (źle, że nawaliła, ale na dobre wychodzi). Bo skoro chcesz czegoś więcej, niż tylko fajnie spędzonego czasu, to wyobraź sobie sytuację, w której w myślach krzyczysz „Cholera, KIEDY ONA SOBIE WRESZCIE PÓJDZIE!!!!” 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: