Archiwum dla Maj, 2009

My happiness?

Posted in Książę, Promyczki pozytywu on Maj 24, 2009 by emerencjanna

Dzień dobry.

Przepraszam z góry za brak składności, ale ciężko trafiać w klawiaturę, gdy lata się pod sufitem. Tak, tak – udało się 🙂

Cel spełniony – panna Emerencjanna przestała czuć się, jakby była dla Księcia zupełnie z innego świata. Zaczęła mieć imię, kolor włosów, kolor oczu, tembr głosu. Stała się kimś w miarę skonkretyzowanym. Popularnie nazywa się to znajomą. Taką trochę solidniejszą niż taka „z widzenia”.

Więc w tym miejscu dziękuję ślicznie za wszystkie rady. W zasadzie każda się przydała w mniejszym lub większym stopniu.

To ja wracam pod sufit. Pa pa.

*fru fru fru*

No fear.

Posted in Książę on Maj 18, 2009 by emerencjanna

Konfrontacja z Księciem zbliża się nieubłaganie. I właśnie okazało się, że na placu boju będę stać totalnie sama. Pati najpierw powiedziała, że tak, że pójdzie ze mną. Dzisiaj wyszło, że z jakichś niejasnych powodów nie może. Nie boli mnie to, że nie przyjdzie, a te „niejasne powody” właśnie. Tym bardziej teraz, gdy coraz częściej wątpię w szczerość moich tak zwanych przyjaciół i podobnie coraz częściej miewam wrażenie, że Pati przedkłada ponad mnie, teoretycznie jedną z najbliższych przyjaciółek, różne mistrzynie świata we wchodzeniu w tyłek bez wazeliny.

Boję się i szukam podpórki, bo wiem, jak to z nami jest. Nieśmiała pani, nieśmiały pan, gdy już na siebie wpadną, to każde zapomina języka w gębie i całe spotkanie kończy się tak, że nic z tego nie wynika. Chciałabym to przerwać, doprowadzić do tego, żeby coś pozytywnego z tego wynikło, a zdaję sobie sprawę, że w krytycznym momencie podświadomość może przejąć władzę nad wyćwiczoną świadomością i będzie tak, jak zwykle.

Nie ufam Sieci. W zasadzie chyba nie ufam nikomu. Rzadko drogą internetową pytam ludzi o radę w prywatnych, uczuciowych sprawach (innymi drogami też tego nie robię, za co dostaję od życia po uszach, ale to temat na inną historię). Dzisiaj się przełamię i to zrobię. Chociaż ci, którzy poświęcają drobiny cennego czasu na przeczytanie tego, co ja tu wyrzucam, nie mają w mojej wyobraźni postaci innej niż obrazki z ich awatarów. Ale za to potrafią mądrze, z punktu widzenia osoby stojącej obok, zwrócić uwagę na pewne rzeczy. Tak więc proszę. Albo nie, błagam. Błagam o dobrą radę. Nawet najbanalniejszą. Ucieszy mnie każda wskazówka, która mogłaby mi pomóc. Bo mi raz w życiu, do kurwy nędzy, na czymś naprawdę zależy.

Pleciuga

Posted in Inni panowie on Maj 10, 2009 by emerencjanna

… Coś poszło nie tak. Takie mam wrażenie. Coś poszło zupełnie nie tak.

I znowu wszystko przez ten mój cholerny, nieznośny, cięty język. Cała ja. Najpierw chlapnie, potem (ewentualnie) pomyśli. Najczęściej dopiero, jak ktoś poczuje się urażony. Tak jak Archie wczoraj, chociaż naturalnie wcale nie miałam takiego zamiaru. Zażartowałam tylko. On, jak się okazało, odebrał go całkiem poważnie. Przeprosiłam potem, ale mam wrażenie, że to może być za mało. Mimo, że jak znam Archiego, do osób obrażalskich nie należy.

Głupia jestem, głupia, po trzykroć głupia.

 

 

 

Ta wiosna, której tak oczekiwałam, wygląda póki co na chorą. Książę ponoć odnowił kontakty ze swoją byłą siksą, chociaż z tego, co mi wiadomo, związała się już z kimś innym. U Mimi też coś się skisiło. Z tym, że drastyczniej niż u mnie. Mogłabym nawet stwierdzić, że związek jej się sypie. I jak tu pomóc?

 

Głupio jest.

Attack!

Posted in Inni panowie, Książę on Maj 7, 2009 by emerencjanna

Zajrzałam w kalendarzyk i przeraziłam się. Jak przez ostatnie miesiące nie działo się prawie nic, tak teraz w najbliższym czasie może się dziać za dużo.

Najpierw widzę się z Archiem i być może, jeśli wszystko ułoży się według planów, ze Szpilą. Później czeka mnie starcie z Księciem. Piszę „starcie”, bo sama nie wiem, czy wyjdę z tego bez szwanku. Jeśli tak, to króciutko później spotkam Czarnulka… co też może się skończyć niewesoło z racji jego rychłego ślubu, który delikatnie mówiąc wcale mnie nie ucieszył oraz z racji faktu, że pewnie będzie z nim jego przyszła małżonka. A potem półtora miesiąca spokoju. Znaczy się szykuje się wyjazd, mniejsza o to. Półtora miesiąca spokoju tylko po to, żeby znowu zobaczyć się z Czarnulkiem oraz, uwaga uwaga, z Kociookim.

Tak to jest, kiedy faceci, z którymi się (przynajmniej oficjalnie) kolegujesz znają się między sobą. Ale może tak jest lepiej? Nie wiem w sumie czemu. Może dlatego, że bądź co bądź jakaś bardziej „zgrana ekipa”. Chociaż nie mam pojęcia, co to ma do rzeczy.

Po zimowym leżeniu jak flaczek w fotelu trzeba się sprężyć, zleniwiały mózg przestawić na większe obroty, przewietrzyć szafę i wyszukać najlepsze sukienki. Skoro tyle czasu „odpoczywałam”, to powinnam mieć więcej energii, by „dochrapywać” się o swoje. Trochę czuję, jakby to była czysta teoria. Ale jeśli cały czas będę się wykręcać brakiem sił, to do niczego nie dojdę. Samej sobie strzelę kopniaka na rozpęd i pofrunę do przodu. Kopniakom od przyjaciółek nie ufam do końca. Ostatnio mam wrażenie, że nie są do końca szczere.

Do boju, do boju, do boju.

W moim śnie, cudownym śnie.

Posted in Książę, Promyczki pozytywu on Maj 1, 2009 by emerencjanna
Takie chwile dają nadzieję. I złudzenie bliskości celu. Wprawdzie karmienie się złudzeniami szkodzi, ale w moim przypadku może zadziałać jak marchewka na kiju. Czyli zmobilizować do działania. Albo do walki. Ale ja się nie boję. Wręcz przeciwnie, mam dość siły, by stawić czoła temu i innym wyzwaniom.

Cieszę się. Naprawdę 🙂

 

Wyjątkowo zimny maj.