My dear friend.

Święta minęły mi raczej dobrze. Dziękuję jeszcze raz wszystkim za życzenia. Niby to drobiazg, ale dużo przyjemności sprawia.

 

A teraz już będzie na temat.

Mam dwie osoby na tym dziwnym świecie, które nazywam przyjaciółkami. Niektórzy powiedzą, że to bardzo dużo. Ja się z tym zgodzę. Jest Mimi i jest Pati. Rówieśniczki, ale z dwóch różnych światów. Znajomość z obiema rozpoczęła się dzięki dobrodziejstwom Internetu. Potem wyszła poza świat wirtualny. Są wymiany smsów, telefony, z Pati nawet rzeczywiste spotkania. Ale to tylko dlatego, że mieszka blisko. Gdyby i Mimi żyła gdzieś bliżej, też byśmy się spotykały… Mimi jest poważna, jak na swój wiek. Może się wydawać trochę zimna i odcinająca się od świata, ale to tylko brzydki pozór. Owszem, nie uzewnętrznia zbyt wiele siebie postronnym osobom, ale niektórym daje poznać swoje prawdziwe oblicze. Miłej, trochę drapieżnej dziewczyny, która kocha, chociaż nie wie, czy jest kochana. Może właśnie dlatego dobrze mi się z nią rozmawia o sprawach poważnych. O uczuciach, relacjach damsko-męskich, seksie… Ona wie o mnie sporo, ja o niej wiem też sporo. Jakoś łatwo jest mi się przed nią otworzyć. Mimo pewnej zadry sprzed lat, kiedy to będąc mi potrzebną, boleśnie odwróciła się ode mnie. Pewnie już dawno o tym zapomniała, ale ja niestety jestem dosyć pamiętliwa… Pati określiłam jako „przyjaciółkę od spraw błahych”. Wie o Księciu, Patryku i paru innych panach, trochę o tym rozmawiamy, ale nie potrafię jakoś być z nią stuprocentowo szczera w tej kwestii. Nie wiem, dlaczego. Może dlatego, że zachowuje się czasem jak pokręcona nastolatka. Parafrazując przysłowie, ukradłyśmy już niejednego konia. Z drugiej strony też kiedyś mnie zawiodła. Może nawet boleśniej niż Mimi. Ale zawsze potrafiła mnie zaakceptować taką, jaką jestem, nie wymuszając na mnie jakichś zmian czynionych wbew sobie. Mimi wprawdzie mnie nigdy do niczego nie przymuszała, ale miewam wrażenie, że czasem zdarzało jej się to mi zasugerować. Każda z plusami, ale zależy mi na nich. Obydwu. Bywam czasem nawet o nie zazdrosna. Cóż, jestem małą, pieprzoną zazdrośnicą nie tylko w sprawach damsko-męskich. Mimi w swoim rodzinnym mieście przyjaźni się z Niką i Muszką. O nie akurat jakiegoś cienia żalu nie mam, bo miałam okazję w jakimś stopniu je poznać i myślę, że są całkiem w porządku. Mam nadzieję, że się nie mylę. Zazdrość budzi we mnie Diabliczka – dziewczyna, którą poznała jakiś czas temu. Mimo paru pozytywnych cech wydaje mi się być pusta i mam poważną obawę, czy ta znajomość nie odbije się przykrym echem na mojej przyjaźni z Mimi. Pati przyjaźni się z wieloma innymi osobami z racji swoich upodobań muzycznych. Oprócz tego jest jeszcze Dzidka, którą jak najbardziej lubię i cenię (mimo pewnej scysji z przeszłości), bo to inteligentna dziewczyna i ma sporo mądrych rzeczy do powiedzenia i – co może niektórzy stali czytelnicy zauważyli – Dusia, której nie potrafię tolerować. W jej przypadku nie tylko mam obawę, że jej znajomość z Pati może źle wpłynąć na naszą przyjaźń. Boję się także, że będzie na zasadzie „z kim przystajesz, takim się stajesz”. Nie chcę, żeby mimo wszystko tak dobroduszna osoba jak Pati stała się obłudnym lizusem. O to, że Mimi może nabrać złych cech od Diabliczki, bać się nie muszę – o to, czy Pati nie stanie się podobna do Dusi jak najbardziej. Tak, przy obu boję się, czy przypadkiem którejś nie stracę. Będąc taką osobą jak ja, która nie lubi się podlizować i przypodobywać innym, ciężko jest znaleźć prawdziwych przyjaciół. Gdy już się ich znajdzie, trzyma się ich bardzo kurczowo. Dlatego zdarza mi się jeżyć na Alę. Wygląda to idiotycznie i egoistycznie, ale… myślę, że jeśli chodzi o zdobycie dla siebie odrobiny własnego szczęścia, warto być trochę egoistycznym.

I tak na marginesie. Nie wiem, czy Mimi uważa mnie za swoją przyjaciółkę. Owszem, jestem dla niej kimś ważnym, ale czy tak bardzo, jak Nika czy Muszka? Pati zaś wielokrotnie nazwała mnie swoją przyjaciółką. Czy to coś znaczy, nie wiem. Życie uczy, że słowa to banał i ułuda.

Bycie przyjacielem jest szalenie trudne i skomplikowane. Dlatego ciągle muszę się tego uczyć.

Advertisements

komentarzy 6 to “My dear friend.”

  1. Wystarczy być szczerym przyjacielem, a bycie nim nie sprawi żadnej trudności 🙂

  2. piterekd –> czy ja wiem? Przyjaźń jest kwestią stosunków dwóch osób, więc sama szczerość nie wystarczy, jeśli ta druga osoba ma nas trochę gdzieś, wymaga rzeczy z kosmosu albo raz wytnie taki numer, że kogoś innego za coś takiego spotkałoby pobicie? ;>
    Oczywiście sprawa ma się również tak, że możemy komuś zrobić niechcący naprawdę dużą przykrość 😉

  3. @archlich – prawda to. A z drugiej strony trochę strach, że szczerość, jeśli będzie taka do bólu, sprawi, że stracimy przyjaciela. A jak wiadomo każdy odczuwa ten „ból” inaczej. Naiwne to może, ale myślę, że szczerości też trzeba się nauczyć… 🙂

  4. Jeżeli szczerość do bólu będzie przyczyną straty przyjaciela, to ten przyjaciel nie był warty naszej przyjaźni.

  5. Proste. Pomaga na wyrzuty sumienia, czy trzeba czegoś więcej? 😉

  6. Zobaczymy. Może… 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: