Nawet święty miałby dość.

Ta notka jest ze szczególną dedykacją dla kogoś. Kogoś, kto z pewnością nigdy jej nie przeczyta, a nawet jeśli przeczyta, to w swojej głupocie nie zorientuje się, że to o nim mowa. Można zapytać: więc po co? Żeby sobie ulżyć trochę. Zresztą po to bloga zakładałam, żeby się wyżyć czasem. Stąd proszę o wybaczenie mi użycia paru nieeleganckich wyrazów.

 

Wkurwiasz mnie, aniołeczku. Wkurwiasz. Wiem, że pewnie twój najczystszy na świecie słownik nie zna takiego wyrazu, jak „wkurwiać kogoś”, ale tak się składa, że ty to właśnie robisz.

Robisz się na najsłodszą i najdobrotliwszą dziewczynkę świata, od kiedy tylko sięgam pamięcią. I o ile początkowo dało się to przełknąć, o tyle na dłuższą metę z taką superdobrą wszą jak ty nie da się wytrzymać. Szczególnie, kiedy w momentach, kiedy trzeba podjąć istotną decyzję, ty chowasz głowę w piasek i oznajmujesz całemu światu, że „nie lubisz kłótni” i to dlatego. A w rzeczywistości boisz się i potrafisz jedynie przytakiwać każdemu (teoretycznie) silniejszemu matołowi. Może jeszcze wszystko byłoby ok., ty byś sobie udawała tą swoją świętoszkę, ja bym cię miała w miejscu, do którego słońce nie dociera, jak każde podobne do ciebie ścierwewko i byłabym szczęśliwa. Ale nie myśl, że będę siedzieć na tyłku i bezczynnie przyglądać się, jak próbujesz podebrać mi jedną z najbliższych mi osób. Kogo jak kogo, ale najlepszej przyjaciółki na pewno nie oddam byle komu. A do tej kategorii zaliczasz się ty. Słodycz i dobroć napierdala od ciebie z taką mocą, że normalni ludzie dłużej nie mogą przy tobie zachować spokoju, mimo, że ty tak bardzo ich o to prosisz. Ta słodka skorupka pod sobą nie kryje nic. Tak, jesteś pustakiem. Próbujesz poprzed robienie się na cudowną, tolerancyjną i nie do nie polubienia istotkę zatuszować to, że nie reprezentujesz sobą ani ciekawej osobowości ani szczególnych talentów. Udajesz, że każdego kochasz, żeby każdy kochał ciebie. Ale nie pokocha. A jeśli nawet, to prędzej czy później wyjdzie szydło z worka. Biorąc pod uwagę, że nie chce mi się czekać, aż (gdyby jednak Pati do końca dała ci się omamić) w końcu przejrzy na oczy, mam już dziś do ciebie jedną małą prośbę. Wypierdalaj. Tak, wiem, że nie znasz takiego strasznego słowa, ale w tym momencie je poznałaś. Wypierdalaj ze swoimi brudnymi balerinkami z mojego życia i nie przychodź więcej, bo w innym wypadku w końcu przestanę się powstrzymywać obawami, co to będzie później i powyrywam ci te twoje białe skrzydełka, a aureolkę utrącę i okręcę ci na szyi jak homonto. Nawet anioł po pięciu minutach wyciągnąłby zza pazuchy miecz i odciął ci twój pusty łeb. Oczywiście prawdziwy anioł. A nie taki farbowany, jak ty.

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: