Archiwum dla Marzec, 2009

Siostra miłosierdzia

Posted in Inni panowie, Książę on Marzec 27, 2009 by emerencjanna
Czy to normalne, że w momencie, gdy samemu odczuwa się ból, myśli się o tym, jak by się próbowało załagodzić identyczny ból u tej jednej konkretnej drugiej osoby?

Tak tylko pytam. Ostatnio dopadła mnie podstępna marcowa grypa (a raczej grypka, bo malutka i na szczęście już opanowana). I właśnie wygrzewając obolałe kończyny pod kocem oraz oczyszczając spuchnięty nos z kataru zastanawiałam się, jaką miłą, kochaną i czułą byłabym dla Księcia czy Archie’go, gdyby to któryś z nich leżał w łóżku z gorączką. Ewentualnie odwrotnie, jacy oni powinni być mili, kochani i czuli wobec chorutkiej Emerencjanki (włączając przynoszenie herbaty i całowanie w czoło). Ot, taka odrobinka naturalnego egoizmu. Apetyt na trochę czułości, a z drugiej strony wielki tej czułości balast, który mam ochotę oddać w dobre ręce. To głupie, ale rozczulają mnie na całym, (czasem) pięknym świecie trzy rzeczy: dzieci, zwierzątka i bezbronni faceci. Ze szczególnym naciskiem na tych ostatnich, patrząc na „rozczulenie” w kontekście okołouczuciowym. A może nawet trochę erotycznym? Unieszkodliwiony, cierpiący, bezradny facecik jest w stanie rozpuścić mnie – „babę ze stali” – w ciągu kilku sekund na mięciutką, przytulaśną papkę, gotową uchylić mu nieba oraz zagłaskać i zacałować na śmierć. Jak to mawia Mimi, „taki fetysz”. Ciekawe tylko, czy w faktycznej sytuacji, w której miałabym doglądać dajmy na to zagrypionego Księciunia, dalej wiedziałabym tak dokładnie, co mam robić.

Taka ze mnie siostryczka miłosierdzia od siedmiu boleści. Ma może ktoś coś podobnego jak ja? Miło by było wiedzieć, że nie jestem w takim podejściu osamotniona.

Reklamy

Daydream

Posted in Smutki codzienności on Marzec 22, 2009 by emerencjanna

Może to głupie. Może to naiwne. Ale mimo wszystko mam jedno takie szczególne marzenie, które ostatnio sobie uświadomiłam.

Od kogoś, kiedyś usłyszeć takie niby proste, a ileż znaczące zdanie: „Nie darowałbym sobie, gdyby coś ci się stało”.

 

Że byłoby mi miło, to mało powiedziane.

Lucy in the sky.

Posted in Promyczki pozytywu on Marzec 17, 2009 by emerencjanna

Lubię czasem patrzeć w pogodne niebo. Nie wiem, dlaczego. Po prostu lubię. Może dlatego, że jest niebieskie, a ja od małego lubię ten kolor. A może dlatego, że jest takie spokojne, a wielkie, białe chmury płyną po nim z majestatycznym spokojem. Patrzysz w niebo i masz ochotę latać. Chociaż los nie dał ci skrzydeł czujesz, jak coś w środku ciebie zaczyna cię unosić lekko ku górze.

Może niebo jest takie, jakim ja chciałabym być? Piękne, dostojne, czyste i pełne spokoju? Niewzruszone na wszystko, co niskie i upadłe, niewzruszone w byciu takim, jakie jest? Czy w ogóle można takim być, czy to tylko piękny ideał, który wisi nam nad głowami, żeby nam było przyjemniej?

Tak czy siak… Lubię czasem patrzeć w pogodne niebo.

Touch

Posted in Książę on Marzec 15, 2009 by emerencjanna

Mam ochotę na odrobinę czułości. Zwyczajnie. Żeby nie zmarznąć w zimnej pościeli, tylko w bliskości zasnąć z poczuciem wszechogarniającego szczęścia, nie bojąc się niczego i o nic. Wbrew tym wszystkim, którzy przypięli mi etykietkę złej i wyzutej z uczuć, cieszyć się chwilą, słysząc jego oddech i czując na swoim ciele jego ciepło. Kochać i być kochaną. Czy to naprawdę tak wiele, że nie mogę tego dostać? Czy może za mało tego chcę, za mało do tego dążę? A może po prostu nie zasługuję?… Już nie wiem.

„Otworzyłam ci okno na tę moją samotność. (…) Czy jesteś na dole?…”

Sunny

Posted in Promyczki pozytywu on Marzec 13, 2009 by emerencjanna

Wychodzę z założenia, że nie lubię uszczęśliwać ludzi, bo oni nigdy mnie nie uszczęśliwiają. Ale co mi szkodzi, zasady i założenia są po to, żeby je łamać.

Zza chmur wyszło słoneczko i świeci mi przez okno prosto w twarz tak, że chwilami nie widzę literek na ekranie monitora. W telewizji poszedł fajny film, który przypomina mi dawne, lepsze czasy. Zaczął się weekend. Tak, chwilowo mogę stwierdzić, że mam dobry humor.

I jak, zadowoleni? 🙂

 

Tak czy siak nie cieszcie się. Jak znam życie, niedługo znowu namarudzę. I sie wyrówna. Ale gdy wiosna przyjdzie na dobre, to na pewno będzie lepiej. Po prostu nie trawię zimy. Nigdy nie trawiłam. Bo zimą nic się nie chce, zimą trzeba się pakować jak prezent i zimą szybko robi się ciemno. Ja potrzebuję słoneczka. Dużo słoneczka. Od razu zachce mi się wszystkiego. Nawet rozpychania się łokciami o swoje. Zawsze to troszkę bardziej optymistyczne, niż stagnacja w postaci siedzenia w fotelu.

Neverland

Posted in Smutki codzienności on Marzec 11, 2009 by emerencjanna
Razem z efektami przesilenia wiosennego odczuwam zalążek jakiegoś kryzysu osobowościowego chyba. A wszystko przez jakąś dobranockę, oglądaną przeze mnie w dzieciństwie, którą znalazłam jakiś czas temu w Internecie. Siekło mnie jak drink z Żubrówką na całonocnej imprezie. Widać mocno, bo od tamtego czasu (to było parę dni temu) zastanawiam się, jak to fajnie było kiedyś. Odgrzebałam stare zdjęcia. Przypominam sobie, co robiłam jako mała dziewczynka. Jakimi zabawkami się bawiłam, w co lubiłam grać z kolegami, jakie kreskówki z telewizji najchętniej oglądałam, jakie bajki najczęściej opowiadała mi mama. Ogółem rozlepiłam się jak źle sklejony wazonik. Odczuwam cholernie ogromną chęć powrotu do lat dzieciństwa. Bo mimo wszystko wtedy wszystko było prostsze i dlatego było piękne. Pomimo tego, że nie piło się piwa ani wódki, jakoś człowiek potrafił dobrze się bawić. Świat był bardziej czarno-biały niż z odcieniami szarości i nie trzeba było się zastanawiać, skąd się biorą na świecie wojny i choroby albo dlaczego można kogoś nie lubić ze względu na upodobania czy wygląd. Radość przynosiły nawet pierdoły. Spotykało się różnych ludzi pośród rówieśników, różne się miało z nimi relacje, ale nigdy nie doświadczało się ze strony swoich małych kolegów perfidii czy podłości. Ze względu na swoją „maleńkość” miało się wielkie fory. Było się ukochaną córeczką tatusia i mamusi, ukochaną wnusią dziadków, ukochaną siostrzeniczką/brataniczką wujków i cioć. Ogółem każdy słodkiemu maleństwu był gotów nieba uchylić. A największym problemem był niedobry obiad w przedszkolu albo brak dobranocki, a nie Książę, Archie i reszta męskiego rodu (który swoją drogą w tym czasie też był o te lata młodszy i znacznie bardziej niż dziewczynami zainteresowani byli gonieniem za piłką).

W takich momentach z twardej, zdecydowanej i gotowej rozpychać się łokciami baby robi się ze mnie fajna i czuła dziewczyna, która może nie każdego, ale wielu najchętniej by utuliła i ukochała jak pluszowy króliczek z którejś bajki nie dla dzieci. Kto wie, czy nie mogłabym taką pozostać na dłużej. Tylko świat musiałby się stać lepszy.

 

Czyli, że taka zawsze nie będę.

 

Być kobietą…?

Posted in Smutki codzienności on Marzec 8, 2009 by emerencjanna

Bycie kobietą jest skomplikowane. Czasami czuję, że za bardzo, bo mimo różnych starań mi ta kobiecość nie chce wyjść. Wciąż pozostaję czymś, co kobietą do końca nie jest. Tak trochę mężczyzną, a to, co mam w sobie względnie kobiecego, jest aseksualne. Ciągle czegoś brak. Od lat próbuję dojść, czego i jak na razie nie doszłam. Bo problem z tym mam od zawsze właściwie. Chociaż kiedyś to wyglądało inaczej. Miałam w sobie trochę dziewczynki i trochę chłopczyka. Dzięki temu koledzy obu płci zawsze mnie akceptowali. Z czasem proporcje się trochę rozeszły, w efekcie czego stałam się materiałem na dobrą koleżankę dla panów, ale nigdy na partnerkę. Może to wina stereotypu kobiety, jakiego wszyscy mniej lub bardziej świadomie oczekują od każdej pani? Że powinna być słodka, czuła, wychuchana. A żaden z tych epitetów nie pasował nigdy do mnie, a przynajmniej nie tak, jak niektórzy by tego chcieli. Nie, nie jestem delikatna, nie płaczę przy każdej nadarzającej się okazji, nie zdaję się wiecznie na pomoc mężczyzn, nie maluję paznokci u stóp i nie noszę ubrań z dekoltem do pępka. Niby stereotypy to zło i niby mądrzy ludzie się nimi nie kierują – ale one siedzą gdzieś w głowie jednak, wbite podczas procesu wychowania i w przyszłości po części decydują o różnych rzeczach. Dlatego ich nie lubię. Bo zawsze im się wymykałam – a jak coś nie pasuje do schematu, to jest złe. A swoją drogą idiotyczne są. Czy jeśli ubiorę się w biodrówki, szpilki i bluzkę odsłaniającą brzuch, to automatycznie Książę na mnie poleci? Nie sądzę, a w każdym bądź razie wolałabym nie sądzić.

A odnosząc się do dzisiejszej daty – może jestem próżna, może głupia. Ale poza rodziną dostałam życzenia tylko od jednej osoby. W dodatku od dawnego kolegi, z którym jakiegoś szczególnego kontaktu nigdy nie miałam. Niefajnie mi z tym.