Archiwum dla Luty, 2009

Złe dziewczynki nie wiedzą, gdzie iść.

Posted in Smutki codzienności on Luty 26, 2009 by emerencjanna
Emi, chyba jednak jesteś strasznie głupia – pomyślałam sobie.

Dlaczego zawsze, kiedy sytuacja wymaga odrobiny siły, samozaparcia, zaciśnięcia zębów i brnięcia pod prąd, jakiejś szczególnej inicjatywy, muszę koniec końców „odpadać” niczym jakaś „miękka faja”?

Od kiedy pamiętam słabe, płaczliwe, użalające się nad sobą kobietki wiecznie będące ofiarami wzbudzały we mnie jakiś rodzaj pogardy. Jako młoda panienka z tęsknym zachwytem obserwowałam panie wolne, silne i zdecydowane, które absolutnie wiedzą, czego chcą od życia i od ludzi. Chciałam być taka jak one. A ostatnio mam wrażenie, że w gruncie rzeczy ja jestem nie lepsza od tych wiecznie zamartwiających się nad sobą na śmierć, chociaż staram się być babą ze stali, która jeśli ma miękkie serce, to musi mieć twardy tyłek. Totalny brak konsekwencji.

Nie zależy mi na miłości, przyjaźni i oddaniu każdego, kogo spotkam, ale z drugiej strony ciężko być niegrzeczną dużą dziewczynką, która grzeszy przede wszystkim dbałością o własny los. Niektórym się wydaje, że trzeba kochać wszystkich albo nikogo. I nie rozumieją, że czasem można mieć cały świat w nosie, a za parę konkretnych osób być gotowym do oddania własnej głowy. A już parę razy przyszło mi do głowy, co by było, gdybym ugięła się i zaczęła być taką, jaką chcieliby mnie widzieć inni. Źle ze mną. Zdecydowanie.

 

A tak z ciekawostek: wczoraj Mimi widziała się ze Szpilą. Zatęskniłam, cholera.

 

Oddalenie

Posted in Inni panowie on Luty 22, 2009 by emerencjanna

Może mi się wydaje. Tradycyjnie. A może mam rację. Niemniej tradycyjnie.

 

Mój stary świat przepadł już dawno. W dużej mierze przez pewne osoby, które – nieświadoma niebezpieczeństwa – dopuściłam zbyt blisko siebie. Ale zostało z niego trochę rzeczy, których nie odrzucałam tylko dlatego, że są z „tamtego czasu”. Po prostu są dobre. Chociażby znajomość ze Szpilą, czyli jednym z bardziej pozytywnych ludzi, jakich znam. Dawno temu nawet byłam w nim troszkę zadurzona, ale przeszło. Myślę, że na szczęście. Bo przecież nie mogę wszystkich moich męskich znajomości sprowadzać do jednostronnego związku uczuciowego. A takie zwykłe „kumpelstwo” ze Szpilą dało mi wiele, przede wszystkim na polu wartości emocjonalnych. Zawsze zakręcony jak śrubka, dowcpiny, chętny do rozmów – z racji odległości najczęściej sieciowych i obdarzony przez Matkę Naturę sporą dozą różnych zdolności. Przyznam, że mimo wyzbycia się czysto erotycznego pożądania jego osoby myśl o przytuleniu go wywołuje u mnie pewne rozczulenie.I miło mi było zawsze, że mam wśród znajomych takiego gościa jak on.

Aż zaczęło się coś psuć. Przynajmniej w moich obserwacjach. Z perspektywy czasu sądzę, że mogło się to zacząć już rok temu, kiedy to popadłam w konflikt z paroma osobami, które także się z nim „znajomią”. Nie wytrzymałam, szczerze powiedziałam, co o nich myślę i tak się zaczęło. Prawdopodobnie postawiły sobie za punkt honoru zdeprecjonowanie mnie w oczach ludzi, z którymi łączyły mnie dosyć przyjazne stosunki, a które i one znają. W tym i z nim. Prym w tej niechlubnej działalności może wieść jedna, szczególnie histeryczna i przewrażliwiona na swym punkcie persona. Zawsze pozowała na nierozumianą przez „złych ludzi” męczenniczkę – i taki obraz stwarza przez ludźmi. Obraz ofiary moich rzekomych docinków i inwentyw. Wiem, że to może wcale nie mieć związku z tym wszystkim, ale od czasu, kiedy ta osoba stała się szczególnie aktywna, coś między mną a Szpilą jakby się oziębiło. Rzadziej zagaduje, jakby mniej chętnie rozmawia i z mniejszym entuzjazmem. Często zdarza mi się na wyrost łączyć fakty, ale jeśli wziąć pod uwagę, że takie osoby ja te, które wyraźnie mnie przestały lubić za słówko prawdy, stać na wiele, może się okazać, że niestety mam rację. A nie chciałabym jej mieć. Nie w tej sytuacji. Nie chcę tracić tak cennej znajomości przez jedną istotę, która – jak zauważyła Aldous – najprawdopodobniej jest w Szpili zakochana i w ten sposób próbuje zwrócić na niego uwagę. Socjopatyczna osobowość wciska się między wódkę a zakąskę, burząc totalnie porządek.

Nie podoba mi się. Bardzo nie podoba. Tylko co ja właściwie mogę poradzić, jeśli faktycznie jest tak, jak sądzę? Przecież tej osoby nie zabiję. A zmienić jej nie zmienię, bo pewnych ludzi zreformować się zwyczajnie nie da. A stać i czekać, aż Szpila zostanie dostatecznie utwierdzony w przekonaniu, że jestem ostatnią szmatą, nie chcę i nie zamierzam. Tylko jedno mnie zastanawia. Czy on jest naprawdę ślepy i nie zauważa, jaką szopkę odstawiają przed nim jego koleżaneczki czy wie, co się święci i tradycyjnie trzyma do takich dziwactw dystans.

Chciałabym wierzyć, że to drugie.

Alone again. Naturally.

Posted in Smutki codzienności on Luty 19, 2009 by emerencjanna

Chyba moim stanem naturalnym jest samotność. Taka ogólnie pojęta. Nie „trzymają się” mnie nijak ani faceci ani przyjaciele. Pytanie tylko, dlaczego.

Nie gryzę. A przynajmniej tych, na których mi zależy. Rzeczy, za które każdego innego bym zabiła, im wybaczam (lub chociaż próbuję). Bywam bezduszną mendą, ale nie dla nich. Gdyby pozwolono mi wystrzelać wszystkich wokół, ich bym oszczędziła.

Oddaję kawał siebie. W zamian… Co w zamian? Książę nijak nie reaguje. Archie niczego się nie domyśla, zapatrzony w swoją tłustą Balenę. Dobrze, to jeszcze zrozumiem. Ale żeby Pati (nie przymierzając, moja najlepsza i zdeklarowana przyjaciółka) okazała się nie być wobec mnie szczera – tego już nie rozumiem. Tym bardziej, że zamiast wygadać się z czegoś mi – osobie, która ponoć najlepiej ją rozumie – woli powiedzieć to osobom, które są dla niej ledwie koleżankami, niekiedy i dobrymi, ale tylko koleżankami. Np. takiej Dusi, lizuski wiecznie udającej świętoszkę i „nie lubiącej konfliktów” albo Ali, która wprawdzie jest miłą i całkiem w porządku dziewczyną, ale właściwie prawie Pati nie zna. Nie to, żebym była interesowna, ale to nie jest miłe. Powraca do mnie towarzyszące mi od okresu dojrzewania wrażenie, że tak naprawdę nikt mnie nie bierze na serio i każdy za plecami czyni mniejsze lub większe knowania, żeby mi z radością i bezinteresownie dopierdolić. Często jest błędne, ale równie często okazywało się być słuszne.

 

 

O losie.

Someday, somebody.

Posted in Inni panowie on Luty 18, 2009 by emerencjanna

Ludzie, zabijcie mnie. Wyjątkowo pozwalam.

Czarnulek się zaręczył. Ślub latem.

No jak to tak? Kolejny dobry chłopiec na stracenie? To nie może być. Gdyby chociaż ta jego wybranka jakaś porządna była. Ale gdzież by tam. Nawet już gdzieś tutaj o tym pisałam. Jego Miss jest teoretycznie w porządku, ale… No właśnie. Jest jakieś ale. Niesprecyzowana nutka siksowatości. A i zachowanie nie do końca trzymające się nawet najbardziej liberalnych norm. I ona ma zostać panią Czarnulkową i matką Czarnulkowych dzieci. Nie, nie i jeszcze raz nie. Jestem przeciw.

Chociaż… czy to ważne? Przecież to i tak nie zmieni niczego. Kocha ją. Głupek. Jak wszyscy jego samczy pobratymcy, zapewne myśli pewnym małym, podłużnym narządem zamiast głową.

Do lata daleko jeszcze, więc w sumie… Może zdążę się oswoić i pogodzić. A może przyszłej pani Czarnulkowej jakaś dachówka zdąży spaść na głowę.

Niepewność

Posted in Smutki codzienności on Luty 9, 2009 by emerencjanna

Mam wrażenie, że wszystko wymyka mi się z rąk. Że nie panuję nad sytuacją. Boję się. Przyczyna jest właściwie niesprecyzowana, ale boję się cholernie. Mam straszną ochotę stanąć i wszystko to z siebie wykrzyczeć. I pewnie zrobiłabym to, gdyby nie ewentualnie konsekwencje. Chociaż… Może byłoby lepiej, gdyby chociaż z mojej strony wszystko stało się jasne?

Liczę, że jednak najbliższe dni przyniosą ukojenie. Bo inaczej zwariuję. Niepokój i niewiedza to najbardziej zabójcza para, przynajmniej teraz.