Archiwum dla Grudzień, 2008

Rozważania wrednych singielek

Posted in Inni panowie on Grudzień 28, 2008 by emerencjanna

Święta minęły, spotkałam się z moją Pati i doszłyśmy do wniosku, że im lepszy jest facet, który staje na naszej drodze, tym gorszą kobietę sobie bierze. Ot, tak jakoś dyskusja zeszła na ten temat, kiedy mówiąc o czymś innym Pati napomknęła coś o dziewczynie Mareczka – przemiłego gościa, który kiedyś tam mi się podobał, ale jakoś tak to całe uczucie do niego mi zgasło. Panienka przypomina połączenie głodzącej się modelki ze stereotypem siksy. Okropność. I potem obgadałyśmy kilku innych panów oraz ich partnerki jako przykłady na potwierdzenie tej teorii. O dziwo, wszystko się zgadzało. Szpila, mój bardzo dziarski znajomy, który podobnie jak Mareczek kiedyś mi się podobał, ale mi przeszło, mieszka z istną Szczurzycą podobną do wieszaka. Chociaż porównanie jej do szczura nie jest najodpowiedniejsze, bo w gruncie rzeczy szczury mają dosyć ładne mordki. Dobra, powiedzmy sobie, że to zmutowana Szczurzyca. Pati, która miała średnią przyjemność poznać ją osobiście, twierdzi, że Szczurzyca wysyła negatywne wibracje i że ogólnie jest straszną mendą. W tym wypadku co na twarzy, to w sercu. Archie, o którym ostatnio zdarzyło mi się sporo pisać, w swoim rodzinnym mieście ma Balenę. Wielka, tłusta i starsza od niego. Tak sobie złośliwie myślę, że jak zajdzie w ciążę, to jak w skeczu któregoś kabaretu, zapytałabym, czy poród będzie rodzinny czy w wodzie, a jak w wodzie, to polecam fokarium na Helu. I na dobitkę dzisiaj się dowiedziałam, że Archie chyba zamierza ją ściągnąć do siebie. Chyba, bo pewności co do plotek zawsze brakuje. A skąd taka myśl? Nie wymieniałby chyba tymczasowego lokum na większe bez powodu, nie? Dostało się też czarnulkowej Miss, chociaż osobiście do niej nic nie mam. Ale mimo ładnej buzi i dobrego serduszka ma w sobie coś takiego, co sprawia, że jej nie toleruję. Jakąś taką nutkę siksowatości.

Zołzy z nas straszne. No cóż, typowe łakome na męskie wdzięki singielki zawsze są wredne wobec tych, których łów jest nieproporcjonalny do warunków. A z pozytywniejszych informacji – podczas naszego wypadu widziałyśmy Księcia. Bez żadnego niepożądanego towarzystwa. Sama przyjemność po naszej stronie.

 

A tak na marginesie to zaskoczyło mnie niemile jedno w te święta – to, że nikt mi nie pożyczył, żebym w przyszłym roku miała kogo przyprowadzić na wigilię. No cóż. Nie każdy rozumie te sprawy i szkoda wielka, że niektórzy nawet nie próbują ich zrozumieć.

Reklamy

365

Posted in Książę on Grudzień 19, 2008 by emerencjanna

Właśnie dotarło do mnie, że niemal chwilę temu minął rok, od kiedy zdałam sobie sprawę, że Książę owszem, jest Księciem. To znaczy tym wybranym, który zawrócił mi w głowie jak nikt inny wcześniej (i później raczej też).

Gdyby sprawy toczyły się tak, jak np. pół roku temu, to pewnie bym stwierdziła, że to był rok męki. Mikołajkowe zdarzenia sprawiły, że tych kilka długich miesięcy, kiedy musiałam tolerować widok niepożądanej konkurentki u jego boku i przykre myśli, że mogę właściwie zejść z ringu, jakoś zbladły w mojej pamięci. Zyskałam nadzieję, że jeszcze będzie przepięknie i jeszcze będzie normalnie, a to jest chyba najważniejsze. Wizja, że za rok wszystko będzie tak, jak bym chciała, jest wyraźniejsza i jakaś… bardziej realna? Chyba to najlepsze słowo.

Ach. I nie sposób nie docenić wielkiej roli Mimi w ciągu tego roku. Bo gdyby nie ona, w najgorszym okresie z pewnością bym zwariowała. Ale ona o tym wie, a przynajmniej tak sądzę.

Gift

Posted in Książę on Grudzień 7, 2008 by emerencjanna

Sprawiłam sobie chyba najlepszy prezent mikołajkowy na ten moment. A może i w ogóle. Zaś moja osobość wojownika poklepała po ramieniu moją osobowość kobietki i powiedziała: „Brawo, mała”.

Raczyłam znów pojawić się na planie, boisku, polu bitwy, czy jak tam chcecie. I co? Cudna plotka okazała się być prawdą. Nie ma już najistotniejszej przeciwniczki. Ha! Hańbą będzie nie skorzystać z takiej okazji. Zresztą hańbą podobną by było nie próbować wrócić do gry podpierając się nadzieją, że pogłoska jest autentyczna. Dlatego święty Mikołaj w osobie Emerencjanny przyniósł Księciu prezent. Malutki, ale od serca. A Książę się ucieszył. Ba, nawet w ślepiach miał coś, co świadczyło, że po primo nie boi się mnie (jak to mogło się wydawać kiedyś) ani też nie pragnie, żebym się od niego odczepiła (jw.).

On miał frajdę, a mnie przepełniła nowa nadzieja. A nawet Nowa Nadzieja.

To teraz zostaję kowalem własnego losu i kuję żelazo, póki gorące.

Emerencjanno, jesteś naprawdę zajebistą kobietką.