Bye bye, baby
Pamiętacie może jeszcze Sindbada? To dość stare dzieje. Początki mojego bloga, czyli jakieś trzy lata wstecz. Zauroczenie, z którego nic nie wyszło. Pomyślałam – skoro on mnie olał, to i ja oleję jego. Tak też zrobiłam. I trochę zapomniałam aż do dzisiaj. Bo czego to ja się dowiaduję? Ożenił się. I to już ładne kilka miesięcy temu. Oczywiście z czymś, co jest brzydsze ode mnie. Heh. Taka domena moich panów – zawsze biorą sobie za żony coś, co po młodzieżowemu nazywa się pasztetem. Nawet na pewnym portalu społecznościowym widziałam taką grupę: “Jak widzę twoją dziewczynę, to mam ochotę dać ci bułkę do tego pasztetu”. Bardzo to pasuje do tego, co widuję.
Ale wiecie co? Nie smuci mnie to zbyt ani nie złości. Przynajmniej nie w takim sensie, jak zwykle. Sindbad nie będzie mógł mnie objąć w mojej wysmukłej talii. Nie będzie mógł gładzić po łabędziej szyi, płaskim brzuchu ani zgrabnym, kształtnym biuście. Dotykać moich jedwabistych, miękkich, lśniących w słońcu włosów ani gładkiej jak u nastolatki twarzy też nie będzie mógł. Kto tu jest stratny, widać na pierwszy rzut oka, więc jedyne, co mnie może smucić, to fakt, że… przejebałeś świetną okazję, panie Sindbad
Bo co jak co, ale od swojej podobnej do spranej ścierki małżonki nigdy tego wszystkiego nie otrzymasz.
Ha ha, aż sobie wyobraziłam, co to będzie, kiedy się spotkamy. Będzie chciał położyć rękę na moim ramieniu czy coś takiego, a ja mu na to ze złośliwą satysfakcją: “Przepraszam, ale nie pozwalam się dotykać ŻONATYM mężczyznom”. Oj, cień żalu w tych jego słodkich oczach gwarantowany. Kiedyś zrobię to tym wszystkim głupcom, którzy mnie nie chcieli.
Maj 12, 2011 @ 7:44 pm
Az się normalnie rozmarzyłem po drugim akapicie ;] (tak, wiem, jestem męską, szowinistyczną świnią… ale nic na to nie poradzę ;])
A co do pytania zawartego pod poprzednią notką, to jako, że “wyjechałem” z wordpressa (chyba na stałe, ale nigdy nie mów nigdy ;]) to nie mam na ten temat pojęcia niestety
Maj 12, 2011 @ 8:30 pm
Nie rozmarzaj się, ubarwione
No cóż… w takim razie chyba już tak zostawię. Nowa czcionka, nowy rozdział – nawet pasuje…
Maj 12, 2011 @ 9:24 pm
Ech z wami, kobietami… Najpierw robi smak, a później, że nie, że ubarwione ;p
A tak na serio, to ja rozumiem, że realna samoocena, bla bla bla i inne takie, ale też trochę wiary w siebie. Poza tym ja i – jak zakładam Archlich oraz inny czytelnicy – nie widzieliśmy twoich zdjęć, więc nie ma co się od razu tak przyznawać ;D
Maj 12, 2011 @ 10:37 pm
A to na pewno czcionka inna, czy tylko rozmiar zmieniony? Jakbym nie usunął wordpressa, to bym Ci pewnie powiedział, a tak to muszę w ciemno strzelać ;P Pewnie jest w ustawieniach, albo jeśli kopiujesz z Worda to tam zmieniłaś czcionkę? Poza tym możnaby przejrzeć listę nowości wordpressowych, może tam coś o tym piszą
@Gumior: dobrze zakładasz, nie miałem tej przyjemności ;P Ale opis baaardzo plastyczny
Maj 13, 2011 @ 1:34 am
Oj. Cicho. Tak mi się powiedziało
Poza tym naprawdę jest ubarwione. Ale tylko troszeczkę
A na zdjęcia nie liczcie, niestety, bo przy takim blogu to byłby strzał w głowę, kolano czy inną kluczową część ciała.
@archlich – Faktycznie, rozmiar zmieniony tylko. Mnie się wydaje, że to wina WordPressa, bo w Wordzie używam niezmiennie od lat tej samej czcionki domyślnej, która po wklejeniu na bloga wyglądała tak, jak na poprzednich notkach. Próbowałam eksperymentować z formatowaniem, ale albo jestem głupia, albo nie widzę takiej opcji, która by wpływała na rozmiar.
I na co Ci było WordPressa usuwać?
Maj 13, 2011 @ 11:40 am
Oj już nie rujnuj doszczętnie naszych wyobrażeń i nadziei ;D
Mogłem pomyśleć, że się jeszcze komuś przyda
Pewnie zmiana rozmiaru jest gdzieś szczwanie ukryta. Jak sobie przypomne, który znajomy ma tu jeszcze bloga, to wyłudzę od niego hasło i spojrzę ;P Chociaż możliwe, że wszyscy pousuwali albo się przenieśli.
Nie chciałem już pisać, bo znalazłem sobie inne ujście dla frustracji i wkurzenia, więc usunąłem
Maj 19, 2011 @ 9:51 pm
Założyłem nowego wordpressa i faktycznie, nie ma. Dziwne Oo Jeszcze pogrzebię, jak znajdę to dam znać.