Telegram #8

Posted in Inni panowie, Smutki codzienności on listopad 8, 2009 by emerencjanna

Smutne wnioski do mnie przywędrowały wraz z listopadem. Na przykład że wymagam miłości od świata, którego ja sama wcale nie kocham. I jak tu się dziwić brakowi wzajemności? Chociaż z drugiej strony ciężko obdarzyć uczuciem coś, do czego się nie ma przekonania. I weź tu się zdecyduj, człowieku, po jakiej opcji się opowiedzieć.

A tak z innych rzeczy, to szykuje mi się w grudniu kolejny wypad z Bułą i Magdą. Bardzo się cieszę, aczkolwiek tą radość mąci pewien drobny fakt. Wiem, że będzie tam też Sindbad. Ten głupi Sindbad, który mnie olał, którego z tego powodu już jakiś czas temu skreśliłam i bez którego żyje mi się całkiem nieźle. A tu wszystko wskazuje na to, iż dojdzie do rozdrapania starej rany. Ja o nim właściwie zapomniałam, nie chcę też, by on mnie pamiętał. A jeśli pamięta? Jeśli skojarzy? Co zrobić, jeśli tak się stanie? Mimi wprawdzie obiecała wsparcie na odległość, ale nie wiem, czy to wystarczy…

I ostatnio śnił mi się Kociooki. Chyba naprawdę mi odbija.

Iritation.

Posted in Smutki codzienności on październik 31, 2009 by emerencjanna

Ostatnio chodzę tak nabuzowana, rzekłabym nawet wkurwiona, że nie mam ochoty nawet pisać na bloga. Nie dość, że pogoda nie dopisuje, to w dodatku ostatnio zaczęło mi szwankować zdrowie i chodzę po lekarzach. Naturalnie sprawy uczuciowe też się nie układają. Na zasadzie, że jak się wali, to wszystko. Chociaż nie. “Wali” to zbyt mocne słowo. Raczej “powoli się sypie” byłoby właściwsze. Szpila zamierza odwiedzić moje okolice, zaś ja wcale nie mam ochoty się z nim widzieć. Mareczek mierzi mnie, okazując publicznie miłość swojej dziewczynie. A niby “dawno i nieprawda”. Ironia, czyż nie? Nie miałam szczęścia napotkać Księcia i mu nawygarniać, a ogromną mam na to ochotę. Za to ciągle w drogę włazi mi Pati i pieni mnie niemiłosiernie. Chyba nadal realizuje swoją idiotyczną koncepcję udawania, że nic się nie stało. Gdyby nie Buła, która przekonuje, że nie warto, już dawno bym ją pewnie zaszlachtowała. Ale rozumie. Zulka też. Okazuje się, że wielu ludzi drażnią istoty epatujące głupotą. To chyba dobrze, bo to znaczy, że wielu jest ludzi inteligentych, a że nie trafiam na wszystkich na raz, to wcale nie znaczy, że nie istnieją.

Bełkoczę. Ostatnio boli mnie właściwie większość części ciała, to pewnie dlatego. Rozsypuję się na “starość” albo dopiero wchodzę w wiek o nazwie “jeżeli nic cię nie boli, to znaczy, że nie żyjesz”. Że też teraz dolna granica jest tak obniżona. Pokolenie młodych staruszków, u licha!

Od niechcenia

Posted in Smutki codzienności on październik 15, 2009 by emerencjanna

Tak. Bo Polskę opanował atak przedwczesnej zimy, a niskie temperatury, hulający wicher oraz deszcz ze śniegiem zaczynają mnie skutecznie pozbawiać energii.

Planowałam wyjście na piwo z Zulką i Aśką. Nie wyszło. Tadzik nie dotarła z powodu takiej a nie innej pogody, zaś Zulka ze swoją słabą odpornością unika niepotrzebnego wychodzenia, gdy temperatura wynosi mniej niż 8 stopni Celsjusza. Trochę szkoda, chociaż i mi wychodzić się nie chciało, bo ostatnio mam wielką potrzebę napicia się w dobrym towarzystwie.

A swoją drogą – nie przedstawiłam jeszcze Asi zwanej inaczej Tadzikiem. Razem z Zulą zapoznałyśmy nową koleżankę i wygląda na to, że nasza znajomość może się utrzymać, bo wygląda na całkiem porządną dziewczynę. Tak, wcielam w życie moją politykę szukania sobie nowych, lepszych modeli kolegów i znajomych. I politykę wysprzątywania ze swojego życia nieszczerej Pati. Kilka dni temu (zresztą utwierdzona w słuszności tego działania przez Tadzia) wysprzątałam – nie bez satysfakcji – niemal wszystkie sms-y od niej i do niej, które dotychczas mimo niekiedy i dwóch lat od wysłania przechowywałam na komórce. Bo od przyjaciółki, bla bla bla… Teraz są już bezwartościowe, biorąc pod uwagę, jak nasza przyjaźń się skończyła i przez co. Tyle było pięknych słówek i co? I gówno, bo puste słowa dokładnie tyle znaczą.

Wspólne zdjęcia, o ile nie zaplątał się na nich ktoś inny, kto póki co jest mi w jakimś stopniu drogi, wylądowały w osobnych folderach. Bo żal mi kasować, a jakoś ukryć przed moim wzrokiem to trzeba. Może kiedyś będę się z tego śmiać. Z tego albo z Pati, jeśli zgodnie z moimi przewidywaniami inni się na niej poznają i odwrócą się od niej. Ale teraz jeszcze nie.

Telegram #7

Posted in Inni panowie, Promyczki pozytywu on październik 9, 2009 by emerencjanna

Wypad weekendowy się udał. Może i dlatego, że parę rzeczy zostało wyjaśnionych, a parę innych sobie uświadomiłam. Buła to całkiem niezły materiał na przyjaciółkę, w dodatku chętny, także można próbować. A Pati… Cóż. Po rozmowach z Bułeczką i Magdą doszłam do wniosku, że chyba tak się musiało stać. Lata minęły, ja dojrzałam, a ona ani trochę. W tej sytuacji przyjaźń nie miała żadnych szans. Oczywiście o ile w ogóle to była przyjaźń.

Aha. I wbrew oczekiwaniom nie rozkleiłam się po spotkaniu z Mareczkiem. Czyli chyba jest dobrze.

Telegram #6

Posted in Inni panowie, Książę on wrzesień 29, 2009 by emerencjanna

Plany na najbliższe dni…

- Widzę się z Mareczkiem. Nic z tego nie wynika, ale możliwe, że potem zje mnie nostalgia.

- Wyjeżdżam na weekend z Bułą i jej koleżanką. Chociaż “wyjeżdżam” to za duże słowo. Ot, taki wypad. I tak się zastanawiam, czy nie wykorzystać tej okazji na zacieśnienie kontaktów i powolne budowanie nowej przyjaźni. A co. Pati wymieniła mnie na lepszy model, to i mi wolno.

- Jak dopadnę Księcia, to mu muszę tak wygarnąć, że po kres swych dni to zapamięta. Nie wolno wystawiać Emerencjanny do wiatru. Nikomu.

Niewiara

Posted in Inni panowie, Smutki codzienności on wrzesień 21, 2009 by emerencjanna

Wiecie co? To nie ma sensu. My z Archie’m chyba nigdy nie przejdziemy dalej niż do bycia tylko kolegami. Przypomina mi się to, co miałam z Czarnulkiem. Że wygląda to z mojej strony jak tłuczenie się o szybę. Po którymś pieprznięciu ma się już dosyć. Bo ileż można? Chociaż z drugiej strony Czarnulek był skurwysynem. Archie nie jest. …Nie. To nie jest argument. Wtedy też mi się zdawało, że Czarniuchny jest w porządku. Kurczę. Ja już po prostu nie wiem, co robić. Zaczynam się bać, że będzie tak, jak z Mareczkiem wieki temu. Mieszkał daleko, widywaliśmy się stosunkowo rzadko i tak, powoli ale skutecznie to wszystko wygasło. Jeżeli w ogóle kiedykolwiek zapłonęło… Gdy mało jest okazji, to chyba wtedy ciężko nawet zacząć… Nie, ja tak nie chcę!

 

Już nawet nie jestem zła. Jestem po prostu zrezygnowana. Tym bardziej, że… Wygląda na to, że Pati dokonała wyboru, z kim woli się przyjaźnić. Naturalnie, z Dusią i innymi lizusami. Co więcej, okazuje się, że i tu wpierdoliła się pewna niedorozwinięta suka zwana Diabliczką. Jakby nie wystarczało tej małej dziwce krążenie wokół Mimi. Nie, musi się wjebać między mnie, a każdą osobę, na której mi zależy, jak nie osobiście, to sieciowo. Jakby nie wystarczała jej gromadka podobnie zasmarkanych i ograniczonych przyjaciółeczek. Z tym, że taka Mimi nie da się okręcić wokół brudnego palucha. A Pati… sami wiecie. Można ją “urobić” nawet tylko przez Internet. Trafiła w krąg wazeliniarek, które nigdy niczego nie kwestionują, zawsze wszystko chwalą. I ją zepsuły, kurewki. Bo Dzidka wcale jakiś czas temu nie żaliła mi się, że jej przyjaźń z Pati, znacznie bardziej zacieśniona niż moja, też się jakoś sypie powoli i wcale nie próbowała się poradzić, co robić. Rozumiecie? Dzidka, ta sama, która zawsze daje radę, która w bardzo młodym wieku zamieszkała niemal całkiem sama w wielkim mieście, która zawsze potrafiła wszystko zorganizować, nie wiedziała, co robić. Ale cóż. Wygląda na to, że po prostu Pati nie nadaje się na przyjaciółkę. Szkoda tylko, że tak późno się kapnęłyśmy. Oszczędziłoby to nam przykrości. Wielu przykrości. Aż mam ochotę przestać udawać, że chcę być bardzo w porządku i życzyć pannie Patce tego samego. Żeby się ci wszyscy, którzy aktualnie włażą jej w dupę, też kiedyś mimo swojej głupoty doszli do podobnego wniosku, co ja.

Zobaczysz. Też cię wymienię na lepszy model.

 

 

 

“Nie wierzę w nic, co wiem. Niewiara ta niewiele zmienia…”

Angry Woman

Posted in Inni panowie, Książę on wrzesień 18, 2009 by emerencjanna

Nie no. Ja pieprzę taki układ. Najzwyczajniej w świecie pieprzę. Myślałam, że wreszcie się zaczyna coś układać. Że idzie ku lepszemu. A tu co? Zastój. Idiotyczny, bo spowodowany tylko i wyłącznie… niesłownością Księcia. Dał słowo, a teraz, z tego, co widzę, próbuje się wykręcić. Bo (nie chwaliłam się tym chyba jeszcze) spotkaliśmy się jakiś tydzień temu. Luźno, na herbatce. Żadna tam herbaciana randka – ja ze znajomym, on z koleżanką. Z tym, że o ile mogę w stu procentach stwierdzić, że z moim kompanem mnie nic nie łączyło i nie łączy, o tyle w jego przypadku zwątpiłam nieco, czy faktycznie stanowisko o nazwie “siksa Księcia” jest wolne. Miałam wrażenie… chociaż to za dużo powiedziane, cień wrażenia, że jest już zajęte, a – co gorsza – przez ową koleżankę, która cech “siksowatych” w ogóle nie przejawia i którą mimo tego, że nie łączy nas wielka zażyłość, całkiem lubię. Po cichu liczę, że to faktycznie tylko wrażenie, ale… kto wie, jak to jest naprawdę? W każdym bądź razie właśnie przy tej okazji złożył pewną obietnicę. I obawiam się, żeby prawdą nie okazały się słowa Mimi. Że jeśli facet coś obieca, to na pewno tego nie zrobi. No. Niech tylko spróbuje.

 

Poza tym za niedługi czas znowu będę widzieć się z Archie’m. W sumie się cieszę, chociaż po tych różnych ploteczkach, które do mnie docierały i docierają, jestem na niego mocno cięta. Mam pewne niejasne podejrzenia. I jeżeli okaże się, że dziwaczna obrączka, którą nosi na palcu lewej dłoni, to nie zwyczajna błyskotka, a artefakt mający mniej lub więcej wspólnego z instytucją małżeństwa, to mu tak palnę w ten głupi łeb, że mu się okręci wokół własnej osi.

 

Tak. Dobrze wam się wydaje. Ostatnio zmieniłam postawę z pasywnej na agresywną. Może dlatego, że kiedy zaczęłam wychodzić na prostą, byłam już niemal pewna sukcesu i nagle znowu wypiętrzyły się przede mną przeciwności i to tak głupie przeciwności, to czara goryczy się przelała. Albo najzwyczajniej w świecie szlag mnie trafił. Kto wie, istnieje też możliwość, że na tym etapie nie da się już siedzieć z założonymi rękami, tylko trzeba przyjąć jakąś taktykę. Czy ta – chyba najbardziej adekwatna do mojej osobowości – okaże się słuszna, zobaczymy.

Telegram #5 – ale jaki!

Posted in Książę on wrzesień 11, 2009 by emerencjanna

Książę nie wyjeżdża, Książę nie wyjeżdża, Książę nie wyjeżdża.

 

Boże. Jak się cieszę.

Illusion

Posted in Inni panowie, Smutki codzienności on wrzesień 8, 2009 by emerencjanna

To nieprawdopodobne, jakie drobiazgi potrafią mi poprawić nastrój i dać przyczynek do całkiem solidnego przypływu nadziei. Albo do kolejnego łudzenia się, nie wiem. Tak czy siak do poprawy nastroju. Ale takiej najwredniejszej z wrednych, bo płynącej z cudzego nieszczęścia.

Niby to tylko plotka, mały strzępek informacji przywleczony pocztą pantoflową, ale ponoć w każdej plotce jest ziarno prawdy. Archie i jego rozlazła kobieta mieli wspólny biznes w swoim rodzinnym mieście. Archie wyjechał (jak chyba wspominałam już gdzieś tu), ona została tam. I ponoć Balena zwija interes. W pierwszej chwili stwierdziłam, że może jakiś rozłam w biznesie im się trafił, to i może na związek się przełoży. Tym bardziej, że według jednej z teorii odległość związkom nie służy. Ucieszyłam się. Wrednie, egoistycznie się ucieszyłam. Jak to ja. Pomyślałam sobie, że może skoro jedne sprawy w życiu ostatnio mi się pieprzą, to dla równowagi inne ulegają właśnie poprawie. Jednak po dłuższym zastanowieniu oraz połączeniu pewnych faktów doszłam do wniosku, że równie dobrze ona zamyka ich biznes, bo… przenosi się do niego. I przestało mi być wesoło.

Głupio się kończy to lato. Zaczątki głębszych znajomości z facetami się sypią, rzekomi przyjaciele dają dupy, a różne tłuste dziwki biorą z życia całymi garściami to, co im się nie należy i nie płacą za to rachunku. Tylko jedno ostatnio mnie ucieszyło. Ostatnio dużo myślałam o tym nieznośnym, bezecnym Szpili, prawda? Otóż jakoś tak niedawno zaczął zdradzać objawy zawracania się ze złej ścieżki. Może znowu się tylko łudzę, ale z drugiej strony… kto wie?

Friends will be friends…?

Posted in Smutki codzienności on wrzesień 3, 2009 by emerencjanna

To naprawdę wspaniałe. To naprawdę wspaniałe dowiedzieć się dziewięć miesięcy po tym, jak moja zdeklarowana przyjaciółka Pati wycięła mi numer, że to w zasadzie była moja wina i że “nie potrafi już mnie nazwać przyjaciółką”. Że to ja nie potrafiłam się pogodzić (i przeprosić – pytanie tylko, za co), hodowałam zadrę między nami i tworzyłam złą atmosferę. Że wszystko złe to ja!

Pal licho, że wszystko znowu zrzucono na mnie. Bardziej boli, że tajniaczyła się z tym tyle czasu. Niby przyjaciółka, a robiła przede mną dobrą minę do złej gry i to tak długo. Jak w takiej sytuacji nie mieć wrażenia, że wszyscy, którzy mnie otaczają i którzy nazywają się przyjaciółmi, w rzeczywistości traktują mnie tylko jak żywą zabaweczkę. I ci, którzy się nie tytułują, ale ponoć darzą mnie sympatią, robią to samo. Nie jestem pieprzoną laleczka, którą można się pobawić, powkurwiać, a potem wywalić do kąta, bo się znudziła. Nie pozwolę się tak traktować. Nie pozwolę zamienić się na lepszą wersję. Wprawdzie Pati zaprzecza, jakoby coś takiego zaszło, ale ja bardzo mocno się domyślam, że tą lepszą – albo “lepszą” – okazała się być Dusia. Bo zawsze chwali to, co Patka robi, zawsze optuje za nią i zawsze podlizuje się do obrzydliwości.

W ogóle ostatnio wszyscy chyba bardzo pragną mnie doprowadzić do szewskiej pasji. Pati, która robi mnie w chuja, Szpila, który postępuje jak dureń i czepia się za to innych, Archie, który kwestionuje moje zdanie i Książę, który milczy, milczy i milczy!

Tylko Buła, jak się zdaje, nie chce mnie wkurwić. Poszłyśmy ostatnio razem na dobry koncert. Tuśka (jeszcze nie znacie, przedstawiam – oto ona) cierpliwie wysłuchuje moich żali i pomaga w wyborze pewnego prezentu, Zula (która na tym słynnym, nielegalnym wyjeździe rozstała się z chłopakiem, do którego pojechała, bo okazał się być draniem) poprawia mi humor na codzień, a Mimi… Mimi okazuje się być w porządku. Bo nie daje się podburzyć “przyjaciółeczkom” przeciwko mnie. I wyśle mi czasem wywołującego uśmiech esemesa.