Kto pyta…

Posted in Inni panowie on Luty 3, 2010 by emerencjanna

Warto. Nie warto. Warto. Nie, nie warto… Warto! Nie warto. Warto… Nie warto!

Warto? Nie warto?

Czy opłaca się pielęgnować coś, co nie zakwitnie? Albo co do którego wydaje mi się, że nie zakwitnie? Czy można wykrzesać cokolwiek z rzadkich spotkań, które zawsze wydają się być za krótkie? Czy można coś zdziałać na odległość? Czy warto?

Czy ja naprawdę cokolwiek jeszcze do niego czuję? Czy kiedykolwiek czułam?

Archie. Ty łobuzie.

Telegram #10

Posted in Inni panowie, Smutki codzienności on Styczeń 24, 2010 by emerencjanna

Żyję. Jeszcze. Tylko co to za życie, jak to mędrcy mawiają. Oczywiście, zima mnie wykańcza, wysysa ze mnie energię i zamienia mnie w wampira. Śpię za dużo, za mało bywam. Myślę, jakby tu szybko i skutecznie zerwać pewną niewygodną znajomość. I jakaś stara miłość zardzewiała. Bo kiedyś faktycznie można byłoby stwierdzić, że kochałam, a teraz on się do mnie zwraca jak do szmaty. Fajnie, naprawdę.

Spokojnie. Nie chodzi o Księcia. Z nim… nie widziałam się od ostatniego razu. Może to i lepiej, bo nic się w związku z tym nie spierdoli.

Niziny

Posted in Książę, Smutki codzienności on Styczeń 3, 2010 by emerencjanna

Zaczął się nowy rok 2010. I tak sobie myślę, że jeżeli ma wyglądać cały jak jego pierwsze dni, to ja chyba idę zapaść w całoroczny sen.

Sylwestra spędziłam samotnie. W tym samym czasie Mimi bawiła się ze swoimi “najlepszymi przyjaciółeczkami”, to jest Diabliczką i Ewką Krzywy Dziób. Zaś Pati zgodnie ze swoją nową dewizą “zamienię cię na lepszy model” sprosiła Dzidkę, ale to akurat mało mnie obeszło. Stwierdziłam, że jeżeli rok w rok będzie sobie w takim stylu “wymieniała” przyjaciół, to nigdy nie będzie szczęśliwa. I bardzo, ale to bardzo mnie to cieszy. Ale Mimi… Mam wrażenie, że coraz bardziej zżywa się z tymi śliniącymi się kurewkami. Jeszcze rok temu to ja znajdowałam się pośród tych najważniejszych dla niej osób. Teraz też, ale dopiero za tą bandą dziwek.

A zaraz po dojściu do siebie po Nowym Roku poszłam do miejsca, w którym najczęściej spotykam Księcia. Nie było go. Za to pojawiła się Siksa. Ta pierwsza, ta z którą był, gdy się w nim zakochałam. I dokładnie ta, przez którą długo miałam obniżone poczucie własnej wartości (do momentu, kiedy się rozeszli – ha! ha! ha!). Momentalnie zapragnęłam znaleźć w torebce jakąś broń palną i strzelić ją prosto w jej nafaszerowany książkową wiedzą łeb. Swoją drogą przybyła akurat teraz, kiedy to w grudniu minęły dwa lata, od kiedy walczę o Księcia… Ma tupet, babsztyl.

 

Zaczynam dochodzić do bolesnego wniosku, że nie ma tam dla mnie miejsca. Ani przy Mimi ani przy Księciu ani przy nikim.

Last Christmas, na na na na na…

Posted in Po prostu życie on Grudzień 25, 2009 by emerencjanna

Zapomniałabym, no ale cóż – w końcu są święta, a to nie jest czas na walenie w klawiaturę ;)

Życzę wam z okazji świąt Bożego Narodzenia, które podobno są świętami miłości i spokoju, właśnie miłości i spokoju. A reszta pójdzie jak z górki.

 

A czemu taki tytuł? Bo w sumie trochę tak jest. Wprawdzie nie “last Christmas”, a trochę wcześniej, ale jednak “I gave him my heart” i faktycznie coś mi się zdaje, że “him gave it away”… Ale to nie istotne. Świętujcie z radością :)

Inaczej jest.

Posted in Książę, Smutki codzienności on Grudzień 10, 2009 by emerencjanna

Znowu się zaczęło.

Ogarnęła mnie niewyrażalna tęsknota za jego obecnością. Obrzydliwe wręcz pragnienie dotyku, przytulenia. Pragnienie. Tak. To dobre słowo. Mogłabym powiedzieć, że nawet pożądanie. Na odległość.

Wiem, że to idiotyczne. Ale dzisiaj czuję się jakoś szczególnie samotna i słaba na tym wielkim, głupim świecie. I w tym zimnym łóżku, do którego położę się spać za parę godzin.

Musiałam komuś się wygadać. Padło na Mimi. “Pocieszyła” mnie, że u niej taka sytuacja z “tym najważniejszym” trzymała dwa lata. U mnie dwa mijają właśnie w tym miesiącu. Śmieszne. Chociaż chyba jest pewna różnica. Oni byli bliżej. Już na samym początku mieli układ, do którego ja… a może my?… w każdym razie który jest dopiero teraz. I w dodatku nie mam pewności, czy jest naprawdę, czy tylko sobie znowu coś uroiłam.

Czuję, że dzisiaj po prostu muszę się napić. Czyli będzie tak, jak najbardziej “lubię” – wanna, alkohol i śpię.

Oh… yes?

Posted in Książę on Grudzień 8, 2009 by emerencjanna

Wiecie co? To wszystko było jak w tym filmie – “To nie tak, jak myślisz, kotku”.

Bo on się wcale nie wykręcał, a brak kontaktu wynikał ze złośliwości przedmiotów martwych, w tym konkretnym wypadku chronicznie zepsutego telefonu i skasowanej książki adresowej. Z rozbrajającą szczerością, kilkakrotnie w ciągu rozmowy powtarzając, że kilka aparatów z rzędu mu nie chciało działać, ze wszystkiego się wytłumaczył. I… może i jestem naiwna. Ale cała złość mi przeszła jak ręką odjął.

Dałam mu swój numer. Możliwe, że i to nie było najmądrzejszym posunięciem, ale skoro padło stwierdzenie, że “jeszcze się umówimy”, to czemu by trochę nie pomóc szczęściu? ;)

To wszystko oczywiście nie zmienia faktu, że prawdopodobnie zachowałam się jak idiotka. Gdy siadł w towarzystwie kolegów (i panny Koleżanki, rzecz jasna), nie byłam w stanie do niego podejść i rzucić takie zwykłe: “Słuchaj, sorry, że przeszkadzam, ale mogę cię porwać na chwilę?”. Nie potrafię tego wyjaśnić… Może po prostu nie uważam, żeby wpieprzanie się między wódkę a zakąskę było na miejscu? Tak czy siak dopadłam go dopiero, kiedy odszedł od nich na chwilę, tuż przed moim wyjściem z imprezy. Wolę nie myśleć, jak to wyglądało.

Oh, my God!

Posted in Książę on Grudzień 6, 2009 by emerencjanna

To już dziś. To już dziś. Powiedziałabym, że się cieszę, tylko że nie do końca tak jest. Bo niby zapowiada się miła impreza, bo niby spotkam paru znajomych… No. Ale spotkam też Księcia, któremu będę musiała wygarnąć. Ewentualnie zrobić małą awanturkę, jeżeli nie będzie raczył się tłumaczyć. Próbuję sobie wmówić, że jestem cholernie pewna siebie, bo jestem przygotowana na dwie wersje wydarzeń. Tylko, że to nie daje gwarancji, że wszystko pójdzie zgodnie z (moim) planem. Bo zawsze może się zdarzyć wersja trzecia lub czwarta. No i ta, do stu diabłów, koleżanka… Albo Koleżanka. Nazwijmy ją tak. To dokładnie ta sama, z którą był wtedy, na tej pieprzonej herbacie. Węszę spisek. Albo po ludzku ujmując – że mi znowu jakaś zdzira Księcia podbiera. Tylko, że tym razem tą zdzirę lubię (a przynajmniej lubiłam) i tym razem ta zdzira z nim pracuje. Szczególnie, że niedawno wybrałam się na pewną imprezę, żeby odreagować te wszystkie problemy, nieudany wyjazd z dziewczynami i takie tam inne. I byli tam. Razem. I w dodatku zachowywali się… no, jak to się mówi… trochę niedwuznacznie? Koleżanka, nie Koleżanka, chyba wdrożę metody przedstawione w piosence Justyny Szafran “Łagodna“. Szczególnie te z trzeciej zwrotki.

Trzymajcie za mnie kciuki. Albo nie trzymajcie, jak tam chcecie.

Oh, no!

Posted in Książę, Po prostu życie on Listopad 29, 2009 by emerencjanna

Archlich, za szybko mi pożyczyłeś.

Nigdzie nie jedziemy. Buła w szpitalu, Magda nie chce. Jedyne pocieszenie jest takie, że nie wpadnę na Sindbada i ten problem mam tymczasowo z głowy.

Swoją drogą to dość marne pocieszenie, bo zamiast konfrontacji z Sindbadem będę miała starcie z Księciem. Teraz już nie będzie mógł spieprzyć bez słowa wyjaśnienia.

W dodatku ostatnio zwaliło się na mnie morze wszelakich komplikacji. Stanowczo za dużo jak na moją biedną głowę. Jak nie urok, to sraczka, za przeproszeniem.

Telegram #9

Posted in Inni panowie, Po prostu życie on Listopad 23, 2009 by emerencjanna

Donoszę uprzejmię, iż żyję. I że planuję porachunek z Księciem, ale zostało do niego jeszcze sporo czasu. O ile nie napatoczy się wcześniej, bo wtedy nie będzie o co się rachować, a może i z kim… Dobrze, to ostatnie to był żart. Bardzo kiepski żart. Poza tym wzmacniam się psychicznie przed wyjazdem wprost do paszczy lwa, któremu na imię Sindbad, uśmiecham się krzywo na próby ponownego przypodobania mi się, jakie czyni panienka Pati, zacieśniam więzi ze znajomymi, w tym z Zulką i Tadzikiem, na horyzoncie widzę kolejne spotkanie z Archie’m (chociaż nie wiem, czy warto dalej się bić o chemię, której nie ma i nie będzie)… Po prostu – żyję.

Telegram #8

Posted in Inni panowie, Smutki codzienności on Listopad 8, 2009 by emerencjanna

Smutne wnioski do mnie przywędrowały wraz z listopadem. Na przykład że wymagam miłości od świata, którego ja sama wcale nie kocham. I jak tu się dziwić brakowi wzajemności? Chociaż z drugiej strony ciężko obdarzyć uczuciem coś, do czego się nie ma przekonania. I weź tu się zdecyduj, człowieku, po jakiej opcji się opowiedzieć.

A tak z innych rzeczy, to szykuje mi się w grudniu kolejny wypad z Bułą i Magdą. Bardzo się cieszę, aczkolwiek tą radość mąci pewien drobny fakt. Wiem, że będzie tam też Sindbad. Ten głupi Sindbad, który mnie olał, którego z tego powodu już jakiś czas temu skreśliłam i bez którego żyje mi się całkiem nieźle. A tu wszystko wskazuje na to, iż dojdzie do rozdrapania starej rany. Ja o nim właściwie zapomniałam, nie chcę też, by on mnie pamiętał. A jeśli pamięta? Jeśli skojarzy? Co zrobić, jeśli tak się stanie? Mimi wprawdzie obiecała wsparcie na odległość, ale nie wiem, czy to wystarczy…

I ostatnio śnił mi się Kociooki. Chyba naprawdę mi odbija.